Zostaniesz mamą? Koniecznie musisz wiedzieć, że…

Są rzeczy, których nie dowiesz się od życzliwych ciotek i koleżanek. Są rady, których nie usłyszysz, a mogłyby znacznie ułatwić macierzyński żywot. Nakarmią Cię za to ogólnikami i pustymi frazesami. Na okrągło będę powtarzać: Wyśpij się na zapas…Twoje życie się zmieni… Będziesz musiała zrezygnować ze swoich zainteresowań…Dziecko to cud…Bla bla bla!!! To raczej marne wytyczne i nikły obraz tego, co na Ciebie czeka po urodzeniu dziecka. Musisz koniecznie wiedzieć, że:

WARTO ODPUŚCIĆ.

Nawet jeżeli nie jesteś perfekcjonistką, nawet jeżeli myślisz, że za nic w świecie nie zrezygnujesz z siebie dla dziecka może się okazać, że nie potrafisz nikogo innego do niego dopuścić. Dlaczego tak się dzieje? W naturalny sposób, już od zapłodnienia, zostaje przypisana nam rola głównej opiekunki. Najpierw inkubujemy, dbamy o właściwą dietę, wijemy gniazdo. Potem, z racji uwarunkowań biologicznych, jesteśmy jedynymi żywicielkami – i chyba nie muszę mówić jak ta zależność zacieśnia więź między matką a dzieckiem? 😉

Z każdym dniem, tygodniem, miesiącem stajesz się specjalistką od własnego potomka: możesz napisać magisterkę z żywienia niemowlęcia, zorganizować kurs z usypiania czy opublikować porady dla zdesperowanych matek. Dużo już wiesz o swoim dziecku i masz określoną wizję jego wychowywania. I tutaj właśnie często pojawia się problem. Nie oddasz dziecka na cały dzień do babci, bo przecież ma przestarzałe, niezgodne z obecnym stanem wiedzy poglądy. A wiadomo jak to jest z babciami – one wiedzą lepiej i nie zawahają się (kiedy nie widzisz) zrobić po swojemu. Nie ufasz do końca mężowi, ponieważ nie podziela Twoich zbyt łagodnych, jego zdaniem, metod. Przekonany jest, że płacz maleństwa oznacza manipulację, a Ty twierdzisz, że płaczem wyraża swoje niepokoje. Oczami wyobraźni widzisz płaczące w kącie dziecię i jesteś przekonana, że odciśnie to piętno na jego życiu emocjonalnym…Nie, zdecydowanie tylko Ty wiesz, co jest najlepsze dla Waszego dziecka.

Przestrzegam! Taka postawa Cię wykończy! Zmęczy Cię ta ciągła warta przy niemowlaku i chcąc nie chcąc będziesz chodzić poirytowana, napęczniała i bliska eksplozji. Wytrzymałość nie jest wartością nieskończoną, nie czekaj aż się przekonasz, że właśnie przekroczyłaś jej granice. Dbaj o swoje zdrowie psychiczne! Nie rób wszystkiego sama! Serio: na co dziecku zmęczona matka, która – nawet nieświadomie, ale jednak – daje mu odczuć, że jest dla niej ciężarem?

KOBIETO! ŚPIJ, ILE WLEZIE!

Krąży w internetach rada, aby świeżo upieczone mamy spały wtedy, kiedy śpi ich dziecko. Sugestia ta – w tych samych internetach – spotyka się z prześmiewczym: Taaaa, a kiedy zmyć naczynia, przetrzeć podłogi, ugotować obiad? Przyznaję, ja sama wskazówkę ową zignorowałam, uznając ją za absurdalną. Dzisiaj jednak, z perspektywy czasu, widzę jak bardzo się myliłam. Opieka nad dzieckiem to w pewnym sensie służba: musisz zachować czujność przez całą dobę i przez wszystkie dni tygodnia. Zapomnij o „piątek, piąteczek, piątunio” i zaakceptuj, że każdy dzień to nowy poniedziałek. To orka na ugorze i śmiem twierdzić, że jedna z najcięższych prac jakie kiedykolwiek wykonywałam. Opieka i wychowywanie dziecka to duże obciążenie zarówno dla ciała, jak i psychiki. A pogodzenie tego z rolą żony i pani domu to prawdziwy majstersztyk!

Im maleństwo jest większe, tym więcej zmysłów musisz zaangażować do codziennej opieki, która zaczyna trochę przypominać szkołę przetrwania. Funkcjonujesz cały czas w trybie „czujka”, czuwasz bowiem non-stop, również we śnie! Pilnujesz, żeby maluch nie zjadł niczego niewłaściwego, strzeżesz jego spokojnego snu, dbasz o odporność, unikasz hałasu i kłótni, usuwasz niebezpieczne przedmioty…lista jest długa i rośnie razem z Twoją pociechą 😉 a czas, złośliwiec, zmyka, umyka, wciąż się wymyka!

Czujesz, że za chwilę się rozlecisz, ale widok pełnego brudnych naczyń zlewu nie daje spokoju? Marsz do łóżka! Nie żartuję! Są rzeczy ważne i ważniejsze. W dłuższej i szerszej perspektywie ważniejsze jest Twoje zdrowie.

MOŻESZ BYĆ PEWNA, ŻE NICZEGO NIE MOŻESZ BYĆ PEWNA.

O, tak! Niemowlę to dynamiczna istota, choć na początku może wydawać Ci się dość statyczna i monotematyczna. Jednak rozwija się w oszałamiającym tempie, stale nabywa nowe umiejętności, które wymagają aktualizacji oprogramowania 😉 Kiedy myślisz, że rozgryzłaś już dzieciaka zazwyczaj się okazuje, że ta wiedza jest już nieaktualna, a Ty musisz od nowa zbierać dane 😉

Niesamowite jak niemowlę się zmienia! Co rusz jakiś krok milowy lub skok rozwojowy…ciężko za tym nadążyć i każdy kto kiedykolwiek twierdził, że siedzenie w domu z dzieckiem to nuda, ten dziecka nigdy nie miał! Zapewniam, że to kolaż filmu grozy z melodramatycznym story, to konkubinat obyczajówki z tragifarsą…słowem: dzieje się! Nie ma czasu na siku, jedzenie i sen, a co dopiero na nudę 😉 To pełen etat z nadgodzinami i nieustającymi szkoleniami. Czekają Cię warsztaty z „panowania nad sobą”, „zarządzaniem sobą w czasie” czy „poznaj granice swojej wytrzymałości”.

Jeśli chcesz podejść do swojego dziecka szablonowo i sztywno trzymać się jakichś wytycznych to radzę: ZAPOMNIJ! I jeszcze: NIE PRZYZWYCZAJ SIĘ! 😉 Oczywiście ramy są potrzebne, granice należy wyznaczać, ale nawyki, na przykład, trzymiesięcznego niemowlęcia zupełnie rozmijają się z dynamiką dnia siedmiomiesięcznego bobasa. Całkiem możliwe, że dopadnie Cię frustracja, bo wszystko już sobie ułożyłaś, poczułaś, że zaczynasz ogarniać, a tu nagle cały misterny plan sypie się jak domek z kart! To naturalny bieg rzeczy, warto więc uzbroić się w cierpliwość i nabrać dystansu (co nie jest łatwe)

DZIECKIEM TRZEBA SIĘ ZAJMOWAĆ

😉 Dziecko łaknie naszej obecności i uwagi. W pewnym sensie jesteśmy dla niego całym światem! Nie rozumie, że poza nim mamy swoje sprawy czy potrzeby. Jesteśmy jego oparciem, przewodnikiem, pocieszycielem, karmicielem, zabawiaczem, ochroniarzem…to trudny okres dla tych, którzy cenią niezależność i swobodę. Nagle pojawia się taki mały „balast”, który jak cień towarzyszy Ci zawsze i wszędzie. Zapomnij o delektowaniu się posiłkiem, spokojnej rozmowie ze znajomym czy chwili skupienia w toalecie 😉 Dotychczasowy rytm dnia ulegnie dekonstrukcji, ale poza odmiennym harmonogramem, będziesz musiała zmienić również swoje podejście.

Moja rada: ZAAKCEPTUJ, że tempo wyznacza Twoje dziecko, a pośpiech wyzwala tylko niepotrzebne emocje jak złość (to w przypadku mamy) czy płacz (tu u niemowlęcia). Z czasem dostrzeżesz, że takie slow life nie jest złe. Chwile, które spędzisz goniąc z pieluchą za raczkującym z gołym tyłkiem maluchem, czytając po raz enty ulubioną książeczkę czy próbując zainteresować czymś na dłużej niż pięć minut to w rzeczywistości bezcenne szkiełka, tworzące jedną z najpiękniejszych mozaik w Twoim życiu. Uff, wyszło górnolotnie i pompatycznie 😉 Chcę po prostu powiedzieć, że momenty, które wydają się z pozoru ciężkie, kiedyś będziesz wspominać z rozrzewnieniem. Myślę, że warto o tym pamiętać, zwłaszcza wtedy, kiedy mamy wszystkiego dość.

Może przydatny okaże się post, w którym podpowiadam co można zrobić, żeby zrozumieć niemowlę -> Jak zrozumieć niemowlę?

TO NIEPRAWDA, ŻE MUSISZ ZE WSZYSTKIEGO ZREZYGNOWAĆ!

Są ludzie, którzy twierdzą, że pojawienie się dziecka oznacza rezygnację z dotychczasowych zainteresowań czy z życia towarzyskiego. Nie, nie i jeszcze raz nie! Oczywiście, że Twoje plany, styl życia i priorytety ulegają korekcie, tutaj nie ma żadnych wątpliwości. Wciąż jednak możesz realizować swoje pasje, zresztą będziesz ich potrzebować znacznie bardziej niż przed pojawieniem się dziecka. Maluch to istota wymagająca, z którą mediacje przebiegają czasem dość burzliwie. Angażuje na maksa i nie toleruje żadnej fuszerki. I do tego wydaje mu się, że nie masz nic innego do roboty oprócz ciągłej opieki nad nim 😉 Jako jednostka, która ma swoje potrzeby musisz dbać o swoją autonomię. W każdej relacji powinna być zachowana odpowiednia „higiena” 😉 Co mam na myśli? O ile nie jest to misją i głęboką potrzebą danej mamy, to nie powinna bez reszty poświęcać każdej chwili swojemu dziecku. Dlaczego? Bo chociaż kochasz je nad życie, to poza nim masz swoje własne…ŻYCIE! Zakładam, że jesteś istotą, która ma swoją duchowość i swoje marzenia. Rezygnacja z nich unieszczęśliwi Ciebie, a co za tym idzie również dziecko.

NIE JESTEŚ MĘCZENNICĄ, NIE MUSISZ SIĘ UMARTWIAĆ. Kochamy z Mężem góry. I gdzieś, skądś pojawiły się głosy, że jak urodzi się nasz Syn będziemy musieli usiąść na tyłku i po prostu się nim zajmować (Synem, nie tyłkiem ofc 😉 ). Otóż nie! W okresie niemowlęcym T., byliśmy dwukrotnie w górach. Mały zdobył Śnieżkę i Trzy Korony 😉 Można? Można! Wymaga to kompromisów i modyfikacji pewnych założeń, ale jest możliwe.

Chcesz się dowiedzieć jak nam się udało zrealizować wyprawę w góry z niemowlakiem u boku? Zapraszam do Karpacza -> Do Karpacza z niemowlakiem i do pienińskiej krainy -> W Pieniny z niemowlakiem

DZIECKO TO NIE CUD!

Ech, to znaczy zaraz po urodzeniu tkwisz w jakimś stanie oszołomienia i zadziwienia: Wow, ta mała istotka wyszła ze mnie?! Zachwycasz się maleństwem póki śpi dużo i przetrawia, co wypiło 😉 A potem się zaczyna! Najpierw ogarnia Cię frustracja, bo nie wiesz czemu Twoje dziecko płacze. Jak już skumasz wszystkie stany i nastroje, to zaczyna Cię drażnić wieczny niedoczas, chaos i permanentny syf w domu – a wszystko ma swój początek i koniec w tej słodkiej dziecinie. To ona jest przyczyną porażek, zmęczenia, niezadowolenia (To znaczy niedosłownie, ale świadomość, że to macierzyństwo zakuło Cię w kajdany będzie Ci często towarzyszyć). Zastanawiasz się czemu, do cholery, każda minuta Twojego czasu ma być dedykowana maluchowi?! Czemu choć przez pół godziny „słodki” maluch nie może zająć się układaniem klocków? Czemu ciągle przewijasz, cierpliwie karmisz, codziennie odprawiasz wieczorne rytuały i biegniesz, kiedy zapłacze w nocy podczas gdy sama nie znajdujesz chwili na własne, podstawowe potrzeby fizjologiczne? Odpowiedź jest oczywista, ale chwile zwątpienia pełne znaków zapytania będą dopadać Cię często.

Będziesz chciała wysłać swoje dziecko z misją na Marsa – i jest to najzupełniej normalne! Dziecko, jak każdy inny człowiek, oprócz tego, że wywołuje zachwyt potrafi również wyprowadzić z równowagi. Nie miej wyrzutów sumienia, że złości Cię Twój maluch albo masz go ochotę oddać – ZA DARMO! 😉 Chyba każda mama to przerabia, nie jesteś jedyna! 

POCZUCIE, ŻE JESTEŚ ZŁĄ MATKĄ, BĘDZIE TWOJĄ WIERNĄ TOWARZYSZKĄ.

Wiele łez zostanie wylanych. Nie tylko tych dziecięcych. Twoja emocjonalność sięgnie himalajskich wyżyn, a empatia wzrośnie do potęgi entej. Będziesz płakała często, oj często. I nie tylko wtedy, kiedy wzruszy Cię historia jakiegoś dziecka w tivi, ale na przykład z powodu wiecznego bałaganu czy pełnej szafy niepasujących ubrań.

Frustracja to obecnie moje drugie imię. Bardzo często mam poczucie, że zawodzę na każdym polu. Zastanawiam się ostatnio czy nie wynika to z presji otoczenia, które oczekuje, że będę zadbaną fit mamą, świadomą i uważną, a do tego perfekcyjną panią domu i namiętną kochanką. No f***ing way! Nie wierzę, że można równie dobrze spełniać wszystkie role, a jednak czuję się winna, kiedy nie zadbam o siebie wystarczająco lub działam chaotycznie, nie realizując większości założeń. Do tego dochodzą wyrzuty sumienia, że nie wykazuję odpowiedniej dozy cierpliwości czy kreatywności wobec własnego dziecka…

Niestety pytanie czy macierzyństwo jest satysfakcjonujące pozostawię otwarte. Na pewno jest wiele pięknych chwil, które możliwe są tylko dzięki temu, że jesteś matką. I są one bezcenne. Musisz jednak wiedzieć, że bycie mamą to również wyzwanie. Praca i obowiązek. Ale nie musisz być w tym sama!!! Jeśli czujesz, że nadciąga kryzys nie wahaj się, zostaw dziecko pod opieką ojca, dziadków, przyjaciółki czy zaprzyjaźnionej sąsiadki. Nie masz babci pod ręką? Wychowujesz dziecko samotnie? Nie masz nikogo, komu możesz zaufać? To poszukaj! Nie żartuję! Wiesz ile jest kobiet w takiej samej sytuacji? Może właśnie w Twoim bloku? Może w poczekalni przychodni, do której chodzisz z maleństwem? Nawiąż kontakt! Nie bądź sama!

O zmęczeniu i frustracji, i trochę o rozczarowaniu macierzyństwem napisałam w ->Czy Ty też tak masz?

Oczywiście mimo tych wszystkich łez, niedospania i ciążącej na Tobie odpowiedzialności jest to najpiękniejsza relacja jaka mogła Ci się przydarzyć. Dziecko daje kopa do życia, mobilizuje, inspiruje i rozbudza kreatywność. No i masz kogoś, kogo kochasz bezwarunkowo, bezgranicznie i nieskończenie.

  • Ja dosyć szybko wrzuciłam na luz, choć pierwsze tygodnie to było ogromne przejęcie rolą matki i wszystkim, co się z tym wiąże 😉

    • Kurcze, zazdroszczę! Z tym luzem to ja mam problem. Ciągle sama ze sobą walczę, żeby trochę spuścić z tonu 😉

  • Nikt nie mówił, że będzie lekko 🙂 Dziecko z pewnością dużo zmienia, bo to nowa sytuacja do której myślę trzeba się przyzwyczaić i oswoić z nią. Nie ma instrukcji obsługi, każde dziecko jest inne i trzeba je poznać, ale i nauczyć się funkcjonować w nowej rzeczywistości 🙂 Do tego wszystkiego dochodzi zmęczenie.
    Ja nauczyłam się odpuszczać i wybierać. Nie muszę mieć super posprzątanego mieszkania, to nie jest dla mnie priorytet. Z dzieckiem można się też rozwijać, co właśnie robię – ucząc się czy studiując. Oczywiście, że trzeba dużo spraw podporządkować, przeorganizować, ale wiele można też zrobić 🙂 A czasem trzeba po prostu odpocząć , wyluzować, ale i wyjść z domu :))

    • Zgadzam się z Tobą co do słowa! Jeśli o mnie chodzi, ja dopiero teraz powoli uczę się odpuszczania, chcę też popracować nad delegowaniem obowiązków. Ale mam też, dzięki Synowi, silniejszą motywację do tego, żeby być lepszym człowiekiem 🙂

      • Powiem Ci, że to delegowanie i odpuszczanie bywa czasem trudne . U mnie po prostu było kilka takich momentów , gdy już przekroczyłam granicę i było mi najzwyczajniej trudno. Trochę za późno to zrozumiałam. A mama to też człowiek i potrzebuje czasem pomocy, czasu dla siebie – takiego bez dziecka 🙂 A odpuszczanie też jest potrzebne, bo nie jesteśmy w stanie zrobić wszystkiego. To też kwestia priorytetów, co dla kogo jest ważne, dopasujemy wszystko do siebie. Ja dopiero po jakimś czasie (gdy frustracja była coraz większa) doszłam do tego, że muszę pewne rzeczy odpuszczać, bo zwyczajnie nie dam rady 🙂
        A dzieci – tak, dają dużą motywację 🙂 To prawda 🙂
        Ps. To sobie trochę ponarzekałam, ale chodziło mi o to, że takie odpuszczanie, delegowanie jest ważne :))

        • Ogromnie ważne. Ja podobnie, musiałam dojść do punktu krytycznego, żeby to zrozumieć. W którymś momencie poczułam, że siły mnie opuściły i nie dam rady już więcej 😉 ale mamy mają to do siebie, że zawsze dają radę.

  • Ja raczej nieprędko poczuję się gotowa na dzieci (o ile w ogóle) – właśnie z powodu wielu wymienionych przez Ciebie powodów 🙂 Tylko z „Nie ufasz do końca mężowi, ponieważ nie podziela Twoich zbyt łagodnych, jego zdaniem, metod. Przekonany jest, że płacz maleństwa oznacza manipulację, a Ty twierdzisz, że płaczem wyraża swoje niepokoje. ” – to chyba byłoby na odwrót. Wręcz na pewno 🙂

    • Uwierz, ja dojrzewałam długo. I czasami jest tak, że ta potrzeba w końcu się pojawia. Ale prawda jest taka, że nigdy nie jest się gotowym w 100%, ponieważ macierzyństwo potrafi zaskoczyć 😉

  • Magdalena Kocikowska

    Może jeszcze raz 🙂

    • Jeszcze raz zostać mamą?

      • Magdalena Kocikowska

        Tak 🙂

      • Magdalena Kocikowska

        🙂

  • Nic dodać nic ująć 😊. Ale tak naprawdę najwięcej o macierzynstwie uczą nas własne dzieci. Nieważne ile wiemy, ile się na czytamy, zawsze jest to skok na głęboką wodę. Pozdrawia mama dwójki 😍.

    • To prawda, dzieci nas uczą macierzyństwa, ale też przypominają o tym, co w życiu ważne.

  • Super dzieciaczki

    Póki się nie ma własnych dzieci, trudno wyobrazić sobie rodzicielstwo.

    • Zdecydowanie. Wyobrażenia często rozmijają się z rzeczywistością…

  • Mimo wszystkich niedogodności macierzyństwo to świetna sprawa :-).

    • O tak, nic mnie tak nie wzbogaciło 🙂

  • entomka

    Najgorsze to podejście szablonowe – książkowe do dziecka, tyle powinno spać, tyle jeść, to wolno, tamtego nie – a każde dziecko jest inne, co innego lubi, ma swój rytm dnia, itd. i tak po ludzku, nie wolno tego nie dostrzegać, tylko zaakceptować i cieszyć się macierzyństwem 🙂

    • Kurcze, masz rację. I to w sumie jest trudne.

  • Gosia

    Cudnie to opisałaś, zgadzam się z Tobą w 100%, warto odpuścić, choc czasem musimy się tegi nauczyć. Ja sama się bardzo powoli uczę się odpuszczania, ale idzie mi coraz lepiej, macierzyństwo to droga przez życie czasem kręta i trudna ale nikt nie mówił, że będzie lekko.

    • To prawda, nikt nie mówił 🙂 Trzeba po prostu trochę wyluzować i iść do przodu.

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Najważniejsze to umieć znaleźć jakiś złoty środek – i nie zaniedbywać swojej relacji z dzieckiem, ale też nie zapominać całkowicie o sobie, swoich potrzebach i marzeniach. Dziecko kiedyś dorośnie i wyfrunie z gniazda – a jeśli nie będziemy mieć w życiu absolutnie niczego poza nim to właśnie z tym „niczym” zostaniemy.

    • Masz rację. Takie całkowite poświęcenie dziecku może skutkować utratą własnego życia. Nie można zapominać, że poza tym, że jesteśmy mamami, jesteśmy też po prostu sobą 😉

  • Podpisuję się pod tymi radami z moim 3-letnim doświadczeniem2 (do kwadratu) 😉

    • To już całkiem konkretne doświadczenie 😉

  • Karolina Jarosz Bąbel

    Świetny wpis 😉 Mi zajęło pół roku aby odpuścić i teraz potrafię znaleźć chwilę dla siebie a wcześniej jak zombie 😉

    • A widzisz, a ja wciąż mam z tym problem 😉

  • Ale cudowny tekst. O tym piszę i trąbię też u siebie. Największą uwagę moją zwróciło to, co napisałaś o tym byciu we wspólnocie, o poszukaniu kogoś. Jakkolwiek zgadzam się z Tobą i podpisuję wszystkim, co mam, to wiem, że dla większości mam takie wyjście do innej mamy, otworzenie się, ba, nawet proste zagadanie, jest fizycznie niemożliwe. Mamy blokadę wspólnoty. Nie czujemy się w żaden sposób ze sobą związane. I nie chodzi o to, że musimy się kochać. Ale powinnyśmy się wzajemnie wspierać. A moje badania pokazują coś zupełnie innego. Trzecią grupą, która najczęściej krytykuje mamy są … mamy. I przysięgam, dzisiaj nie mam pojęcia dlaczego. Znaczy mogę się domyślać. Właśnie siadam do analizy moich badań o krytykowaniu, ocenianiu i wyśmiewaniu mam. Za kilka dni będę publikować te wnioski. Chcę rozpocząć szeroką dyskusję o potrzebie, konieczności wręcz wzajemnego wspierania się zamiast języka krytyki. Ale żeby tak się stało, muszę wiedzieć dlaczego tak nie jest, skąd w nas ten przymus oceniania, krytykowania itd. Może wtedy pękną mury i stanie się to, co czym piszesz: mama odezwie się do mamy. Niekoniecznie żeby pomóc, poradzić, ale żeby po pierwsze poczuć, że nie jest z tym sama. Pozdrawiam mocno, dziękuję za ten tekst.

    • Dziękuję! Tak, to prawda, że mamy problem z otworzeniem się, ja sama mam taki problem. Nie doświadczyłam może jakichś skrajnych sytuacji, ale czasem czuję ciężar takiej niewymownej oceny…musimy się wspierać, bo bardzo często jesteśmy same na placu boju.

  • Pingback: Czego, jako mama, na pewno nie potrzebujesz - kilka wskazówek | Firliki()