Close

Za co lubię urlop macierzyński

Wiem, co to za „urlop”, kiedy pracujesz 24h na dobę przez siedem dni w tygodniu. Albo kiedy nie dosypiasz, stale tkwisz na posterunku i jak tylko zawyje alarm to pędzisz na sygnale. Być może zostanę publicznie zlinczowana, ale świadoma konsekwencji oświadczam: lubię być na urlopie macierzyńskim (nawet jeśli jest urlopem tylko z nazwy).

Dowiedz się za co lubię urlop macierzyński

Oto kilka powodów:

MAM CZAS NA SPACERY.

Wszystko jest oczywiście kwestią dobrej organizacji, ale pracując w klasycznie pojmowany sposób nie zawsze mogłam/nie zawsze chciałam swój wolny czas poświęcić na spacerowanie. Teraz każdego dnia, prawie bez wyjątku idziemy z Małym na spacer. Największą zaletą tych naszych wędrówek jest cisza i spokój, i prawie bezludność. Mam czas, żeby delektować się przyrodą, odkrywać mało dostępne zakątki lub na całego puścić strumień świadomości. To też jest czas dla mnie, chwila relaksu, przerwa w codziennych obowiązkach. Dlatego nie patrzę na pogodę (wystarczy mi pogoda ducha 😉 ) i wędruję po szczecińskich zielonych płucach.

za co lubię urlop macierzyński 3

MOGĘ REGULARNIE SIĘ ODŻYWIAĆ.

Pracując na dwie zmiany, jeżdżąc do pracy łącznie trzy godziny dziennie nie byłam w stanie zaplanować regularnej konsumpcji. Zazwyczaj pierwszy posiłek jadłam koło jedenastej, a następny popołudniu, bliżej wieczora. Taka obiadokolacja. Przed drugą zmianą bazowałam jedynie na śniadaniu, a potem pod wieczór coś tam sobie podjadałam pomiędzy obsługą klienta a robieniem zestawień. Baaardzo niezdrowo, co oczywiście szybko się  na mnie zemściło. Nieodpowiednie odżywianie plus ciężka praca doprowadziły do osłabienia organizmu i zmusiły do zweryfikowania dotychczasowych nawyków żywieniowych. Mimo iż starałam się zjeść w pracy ciepły posiłek, to wciąż jadałam nieregularnie. Urlop macierzyński stał się znakomitą okazją do wprowadzenia zmian.

za co lubię urop macierzyński 2

NIGDZIE SIĘ NIE ŚPIESZĘ.

W końcu! Nie wiem dlaczego, nie wiem dokąd, ale zawsze się śpieszyłam. Nawet spacerowałam tak, jakby ktoś mnie gonił. Mąż musiał mnie stopować i przypominać: Jesteśmy na spacerze! 😉 Niby jestem na pełnych obrotach, niby ciągle na warcie, a jednak żyję trochę wolniej. Jestem jakby bardziej tu i teraz, a nie byle do, byle po i czas tak jakoś mija…I nawet spaceruję trochę wolniej, chociaż wciąż dynamicznie 😉 A to, że nigdzie się nie śpieszę sprzyja spojrzeniu z lotu ptaka – patrzę na siebie, na swoje życie z innej perspektywy i widzę, że muszę to i owo przerobić i podszlifować.

WYŁĄCZYŁAM BUDZIK.

Oj, jak ja to lubię, oj, jak ja to kocham!!! Oczywiście przy malutkim dziecku trudno mówić o wysypianiu się, ale zdecydowanie wolę, żeby budził mnie mój Syn niż budzik. To naprawdę co innego, kiedy wstajesz i wiesz, że czekają cię same niespodzianki (bo przecież niemowlę to fascynująca istota, która rozwija się na twoich oczach w oszałamiającym tempie) niż wtedy, kiedy masz absolutną pewność, że ten dzień będzie wyglądał tak samo jak poprzedni.

urlop macierzyński 4

MOGĘ BEZKARNIE ZAJMOWAĆ SIĘ DZIECKIEM.

Brzmi to może dziwacznie, bo w końcu kto mi zabroni 😉 Jednakże urlop macierzyński to jedyna taka możliwość ukonstytuowana do tego prawnie, kiedy mi się ten czas z dzieckiem należy i już. Nie muszę martwić się czy gdzieś tam beze mnie wszystko runie 😉 lub mieć wyrzuty sumienia, że nie chodzę do „prawdziwej” pracy. Mogę opiekować się Synem, budować z nim więź, poznawać Go coraz lepiej. Cieszę się tym faktem niezmiernie dopóki mogę. Bo przyjdzie taki czas, kiedy moja wyłączność dla dziecka będzie niewygodna, kiedy budżet domowy zacznie się domagać zastrzyku dodatkowej gotówki, kiedy rzeczywistość, ta poboczna na razie, o mnie się upomni.

JESTEM PRAWIE PANIĄ SWOJEGO CZASU.

No tak, trzeba pamiętać, że dziecko w sekundę potrafi zniweczyć misternie przygotowany plan ;), ale przy pomyślnych wiatrach i akcie łaski potomka można sobie zorganizować czas wedle uznania. Najpierw oczywiście warto ustalić stały rytm dnia, wyznaczyć pory posiłków i drzemek i wtedy łatwiej dopasować swoje własne aktywności. Ja realizuję się poprzez bloga, zamierzam też wrócić do czytania. Mimo że wieczorem opadam z sił i wyczerpana zalegam na kanapie, to jednak w ciągu dnia mam więcej energii i możliwości, żeby się swobodnie realizować.

A jak Wy wspominacie swój urlop macierzyński?