Close

„Świadoma Mama” kontra „Mamo, to ja”

Nie lubię uczyć się na własnych błędach, a wręcz nienawidzę. Wiem, to nieuniknione. Jeśli jednak mogę zminimalizować jakiekolwiek szkody w moim życiu, to robię co mogę, żeby to osiągnąć. Obecnie moim priorytetem jest bezbłędne wychowanie 😉 Zapewne to wiara początkującej mamy, jak i nieznajomość tematu czynią mnie nieco naiwną w tym założeniu. Ale! Jeśli zdołam uniknąć choć kilku wpadek, to i tak sukces, prawda?

Przede wszystkim lubię wiedzieć i być parę kroków do przodu. Dużo czytam i oglądam. Zaczęłam też uczestniczyć w bezpłatnych warsztatach dedykowanych młodym rodzicom. Jak dotąd byłam na dwóch i oczywiście chcę się  z Wami podzielić moimi wrażeniami i spostrzeżeniami. Pierwsze z nich odbywają się w całej Polsce w ramach projektu Świadoma Mama, drugie – również ogólnopolskie – to te organizowane przez miesięcznik Mamo, to ja. Najprościej będzie, kiedy opiszę oba wydarzenia na zasadzie porównania oraz wypunktowania najważniejszych szczegółów.

LOKALIZACJA.

Warsztaty Świadoma Mama miały miejsce w Nowym Browarze, a ściślej w Kościele „Chrystus dla Wszystkich”, czyli centrum miasta – topograficznie lokalizacja na plus. Schody (i to dosłownie) pojawiły się, kiedy matki z wózkami utworzyły sznureczek na chodniku pod wejściem. Otóż do windy (o której istnieniu zapewniał organizator, aby uspokoić panie, że bez problemu dostaną się z pociechami na drugie piętro) prowadziły schodki i to nie pięć, a nawet dziesięć. Było ich z kilkanaście, jeśli nie więcej. Uważam to za duże zaniedbanie, zwłaszcza jeśli uwzględnia się fakt, iż mamy przyjdą ze swoim dziećmi (a przyszły prawie wszystkie).

W przypadku warsztatów Mamo, to ja lokalizacja dość podobna, bo w Novotelu (kto ze Szczecina ten wie). Za to do windy na szczęście nie prowadziły schody ;). Większych zastrzeżeń brak.

Wnioski: Z założenia organizatorzy dopuszczali obecność dzieci, dlatego lokalizacja (nie tylko jako miejsce na mapie) powinna być dokładnie przemyślana. Z mojego punktu widzenia ideałem byłby parter z niskimi progami bądź podjazdami.

SALA.

Świadoma Mama – wielkie pomieszczenie, w którym dość szybko poczułam się zagubiona. Pierwsze co zobaczyłam to spora ilość wózków. Potem wiedziona głosem z głębi sali dostrzegłam morze krzeseł i hen daleko panią, która pokazywała akurat masaż metodą Shantala. Co mówiła dokładnie – nie słyszałam, za to wyraźnie było słychać szum rozmów oraz piski i płacze maluchów. Przez kilka dobrych chwil stałam lekko zdezorientowana i chaotycznie rozglądałam się dookoła szukając jakiegoś punktu zaczepienia.

Mamo, to ja – mamy zostały podzielone na trzy grupy, które zostały skierowane do trzech oddzielnych sal. Na drzwiach wisiały kartki z dokładnym harmonogramem warsztatów. W każdym pokoju znajdował się przewijak, a także mata z zabawkami dla dzieci.

Wnioski: Już po Świadomej Mamie stwierdziłam, że błędem była rejestracja tak dużej liczby osób. Rozumiem intencję – dotarcie do jak największego grona rodziców z ideą świadomego rodzicielstwa – ale mija się to z celem, kiedy grupa jest tak liczna. Mam wrażenie, że tylko niektórzy skorzystali z zaprezentowanej wiedzy. Ja osobiście czułam się zmęczona zbyt dużą ilością bodźców i wkładałam dużo wysiłku, żeby w ogóle cokolwiek usłyszeć.  Dlatego z entuzjazmem przyjęłam rozwiązanie zaproponowane przez organizatorów warsztatów Mamo, to ja. Kilka sal i kameralne grupy sprawiły, że czułam się o wiele bardziej komfortowo. Miłym zaskoczeniem były niezbędne do przewijania akcesoria, jak również zabawki na macie przeznaczone dla takich maluchów jak mój Synek.

UPOMINKI.

Świadoma Mama – na warsztaty szłam po wiedzę, nie po upominki, ale…dostać czasopismo z 2015, a nawet 2014 trochę głupio. Po pierwsze, co jeśli dana osoba jest stałą czytelniczką i zna dobrze treść? Po drugie człowiek odczuwa lekki niesmak, tak jakby ktoś wcisnął mu makulaturę. Zamiar szlachetny, wykonanie już mniej.

Mamo, to ja – oprócz „makulatury” w pakiecie upominkowym można było dostać osłonki przed słońcem do samochodu, a także trochę próbek firmy Ziaja.

Wnioski: Jak dla mnie gratisy zupełnie zbyteczne, ale jeśli już, to coś praktycznego. Może być nawet długopis z notesem (i tutaj logo partnera 😉 ), bo jak wiadomo każda mama ma dużo na głowie i gdzieś te wszystkie sprawy do załatwienia musi sobie zapisać. W tym sensie o wiele bardziej przydatne okazały się upominki podarowane przez organizatorów Mamo, to ja. No, ale podobno darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby…

WYKŁADY/TEMATY.

Świadoma Mama – oto tematy jakie pojawiły się na warsztatach:

Rozwój psychologiczny dzieci

Bezpieczeństwo dzieci w samochodzie

Dieta matki karmiącej piersią

Diagnostyka alergii pokarmowych

Mamo, to ja – harmonogram warsztatów:

Rytuały w życiu mamy i maluszka

Żywienie dzieci po 1. roku życia

Zdrowy brzuszek. Zdrowy maluszek

Pierwsza pomoc w pigułce – zakrztuszenia i resuscytacja

Czy Twoje dziecko potrzebuje szczepień?

Zasady bezpieczeństwa – czym należy się kierować kupując produkty dla niemowląt?

Wnioski: Przede wszystkim popełniłam błąd, biorąc ze sobą dziecko. Moja uwaga była dość mocno rozproszona przez ciągłą opiekę nad maleństwem: a to zmiana pieluchy, a to ujarzmianie wiercipięty, to znowu karmienie, które koniecznie musiało odbywać się gdzieś na boku, z dala od całego zgiełku czy uspokajanie zmęczonego nadmiarem bodźców Synka. Z Świadomej Mamy praktycznie nic nie wyniosłam, natomiast na drugich warsztatach o tyle lepiej, że dodatkowo wyświetlane były prezentacje – jak czegoś nie dosłyszałam, mogłam doczytać. Najmniej przydatna okazała się sama teoria – zakres informacji na poziomie podstawowym dostępnym od ręki w Internecie, nie trzeba wychodzić z domu, żeby uzyskać podobną wiedzę. Zdecydowanie na plus pokaz wiązania chusty (Świadoma Mama) czy nauka pierwszej pomocy (Mamo, to ja). Przydałoby się zatem więcej konkretnej wiedzy i praktycznych wskazówek, a już najlepiej, żeby mamy były osobiście zaangażowane w naukę – jak w szkole ;).

ZDJĘCIA.

Świadoma Mama – podczas spotkania największym zainteresowaniem cieszyła się pani fotograf. Długi wężyk do zdjęcia musiał nieco martwić pozostałych partnerów wydarzenia 😉 Na etapie samego fotografowania nie mam większych zastrzeżeń. Lekko rozczarowana byłam potem. Synek niesamowicie się ślini, w trakcie pozowania ślina widowiskowo ciekła mu po brodzie. Byłam świadoma, że będzie to wymagało retuszu, jednak ostateczny efekt nieco mnie zaskoczył. Osobiście mam wrażenie, że moje dziecko wygląda nieco sztucznie, niepodobne do siebie (ale to oczywiście moje subiektywne odczucia). Samo zdjęcie jest w porządku, jednak poczucie, że patrzę na kogoś obcego nie opuszcza mnie…konsternacja przeszła w rozczarowanie, kiedy musiałam ściągnąć fotografię z Facebooka zamiast dostać w pełnej rozdzielczości na maila tak, jak zostało obiecane…

Mamo, to ja – profesjonalizm zaproszonej przez organizatorów fotografki był widoczny od pierwszego spojrzenia. Dobrze wyposażona w sprzęt, bardzo czujna i kontaktowa, a do tego szybko rozwiązująca problematyczne sytuacje. Oprócz tego, że jej obecność na warsztatach była dla mnie miłym zaskoczeniem, jeszcze milszą niespodzianką był mail z trzema załącznikami. Zdjęcia wyszły naprawdę dobrze, zwłaszcza że Mały był już bardzo zmęczony i spektakularnie się rozpłakał.

Wnioski: Wychodzę z założenia, że nawet jeśli coś jest za darmo to nie znaczy, że usługa może być gorsza. W końcu zawsze i wszędzie jest to reklama i wizytówka działalności, a każdy człowiek to potencjalny klient. Postawa pani fotograf z warsztatów Mamo, to ja w pełni zasługuje na to, żeby wymienić ją tu z nazwy: Mama Studio jeszcze raz dziękuję za piękne zdjęcia 🙂

Podsumowując: Myślę, że w młodych stażem mamach jest ogromne pragnienie zdobywania i pogłębiania wiedzy. Ta pogoń za świadomym macierzyństwem to znak naszych czasów. To również pragnienie ofiarowania swojemu dziecku lepszego życia. A że świat tak szybko mknie do przodu i coraz więcej tajemnic staje się wiedzą powszechną to wymagana jest ciągła aktualizacja. Czy warsztaty dla rodziców są odpowiedzią na nurtujące ich pytania? Ciężko mi wypowiadać się jako zbiorowość, wyrażę zatem swój osobisty pogląd. Mam mieszane uczucia. Z jednej strony widzę zapotrzebowanie na tego typu wydarzenia, z drugiej ciągle jeszcze nie mają odpowiedniej formuły. Póki co wydaję mi się, że są one bardziej dla partnerów/sponsorów niż dla rodziców. Nie przekreślałabym jednak tego typu inicjatyw, ponieważ ich idea jest jak najbardziej słuszna. Postawiłabym za to na miejscu organizatorów na warsztatowy, a nie konferencyjny charakter przedsięwzięcia.