Close
Rzeczy, które dostrzeżesz dopiero po urodzeniu dziecka

Rzeczy, które dostrzeżesz dopiero po urodzeniu dziecka

Rzeczy, które dostrzeżesz dopiero po urodzeniu dziecka, na które prawdopodobnie nie zwracałaś wcześniej uwagi, a przynajmniej nie były dla Ciebie takie istotne. 

Rzeczy, które dostrzeżesz dopiero po urodzeniu dziecka

 

 

Chodniki i krawężniki

 

Taaaa, to nie jest tak, że wcześniej ich nie widziałam 😉 Po prostu samodzielne pokonywanie tychże nie jest takie problematyczne. Dopiero codzienne wędrówki z wózkiem dają w kość. Nagle okazuje się, że w mieście jest zbyt dużo wysokich krawężników i krzywych chodników. Zwykłe wyjście po chleb wymaga niekiedy zwinności godnej akrobaty i siły atlety 😉 Od kiedy zostałam matką wózkową o wiele częściej psioczę na stan miejskich chodników 😉 A już najbardziej mnie wkurza bezmyślność naszych planistów, którzy przy nowych inwestycjach nie uwzględniają matek z wózkami czy niepełnosprawnych! Taką to mamy politykę prorodzinną!

Ludzie są zbyt głośni 😉

 

Ech, kiedy zostajesz matką sen dziecka jest na wagę złota. Każda przespana minuta czy godzina to czas, kiedy możesz odetchnąć, delektować się ciszą i w końcu pomyśleć. Dziecko, które nie śpi to czynnik wysoce dezorganizujący porządek dnia i rozbijający na drobne atomy logikę, którą na co dzień próbujesz się posługiwać. Marzysz więc, by Twoje dziecko przeszło w tryb standby 😉 i zrobisz wszystko, żeby je w tym stanie utrzymać jak najdłużej! Dlatego niezbyt przychylnym okiem patrzę na wszystkich, którzy przekraczają pewien poziom decybeli. A jest takich ludzi duuużo! Sąsiad za ścianą, który właśnie postanawia wywiercić dziurę w ścianie, przechodzień krzyczący coś do telefonu czy niecierpliwy kierowca, nadużywający klaksonu.

Sklepy są nieprzystosowane dla matek z wózkami

 

Nie żeby łażenie po sklepie z dzieciakiem w wózku było dla mnie jakąś frajdą, ale czasem trzeba. A jak mus, to mus. Tylko jakoś po drodze nigdy nie ma sklepów bez schodków i z szerokim rozstawem regałów 😉 Muszę przyznać, że w takich wypadkach czuję się po prostu dyskryminowana! Czasami mam wrażenie, że kobiety, które zajmują się dzieckiem powinny siedzieć w domu (to znaczy, że taka jest wola otoczenia). Albo załatwiać sprawy same, bez dodatkowego nadbagażu. Tylko co mają zrobić te mamy, które nie mogą sobie pozwolić na opiekę nad swą dziatwą? Ja wiem, zaraz się ktoś znajdzie, kto powie, że są przecież zakupy przez Internet – ale nie zawsze tak się da.

Na świecie są dzieci

 

🙂 Oczywiście ta wiedza była dla mnie dostępna jeszcze przed urodzeniem mojego Syna, ale dopiero teraz naprawdę dostrzegam dzieci. Wcześniej nie miałam pojęcia jak z nimi rozmawiać, nawet trochę unikałam bezpośredniego kontaktu. Wydawały mi się istotami z innej planety 😉 Teraz nie unikam komunikacji, zagajam, podtrzymuję konwersację, staram się zrozumieć przekaz. Myślę też o dzieciach znajomych, kiedy mają do nas przyjść. Zastanawiam się, co mogą zjeść, unikam niezdrowych rzeczy 😉 (przede wszystkim słodyczy). Ale też martwi mnie czy nie będą się nudzić. Staram się uwzględnić potrzeby zarówno dorosłych, jak i ich potomstwa.

Jak dużo czasu miałam kiedyś <- klik

 

Te dni, kiedy wracałam z pracy zmęczona i narzekałam, jak mało mam czasu dla siebie…śmiać mi się teraz z tego chce, trochę przez łzy, przyznaję. Oj, dużo czasu miałam, i dzisiaj też pewnie mam go znacznie więcej niż mi się wydaje 😉 Jednak praca to praca, od do, z wolnymi popołudniami bądź rankami, z weekendami, świętami i urlopami…A kiedy zostajesz matką zostajesz powołana do całodobowej służby i nieważne czy świątek, czy piątek, dzień czy noc – czuwasz bezustannie. I zastanawiam się ostatnio, kiedy w końcu odpocznę…

Zaczynasz patrzeć na świat przez pryzmat dziecka <- kilk

 

Wszelkie decyzje i czynności, które podejmuję uwzględniają dobro dziecka. Najpierw Syn i jego potrzeby, a później dopiero ja. Dla niego uczę się ostatnio nowych przepisów, dla niego selekcjonuję produkty. Myślę, które zabawki przypadną mu do gustu, ale jednocześnie wpłyną korzystnie na jego rozwój. Staram się świecić przykładem i zmieniam złe nawyki na dobre. Próbuję patrzeć na świat oczami dziecka, bo kiedy jedyne słowa, jakimi się posługuje to „am”, „nie” i „ja”, a płacz to najczęstsza forma wyrażania emocji, to trzeba się nieźle nagimnastykować, żeby odczytać jego potrzeby i bolączki.

Wszędzie czyhają niebezpieczeństwa

 

Spektrum tego, co złego może przytrafić się Twojemu dziecku jest po prostu nieograniczone. Jako matka widzę zagrożenie WSZĘDZIE! Im pociecha większa i bardziej mobilna, tym ta skala zatrważająco rośnie. Dlatego matka wieszczy zagrożenia, wyprzedza wydarzenia i przewiduje konsekwencje pewnych czynów zawczasu. Powiedzą Ci, że przesadzasz, że za bardzo matkujesz i wyolbrzymiasz, ale Ty po prostu działasz instynktownie, bowiem odkąd urodziłaś Twoją powinnością staje się ochrona potomka.

A jak było u Ciebie?