Close
Praca marzeń.

Praca marzeń to recepta na szczęśliwe życie? Czy to jest możliwe?

Niewłaściwa praca jest jak uwierający but, jak komar brzęczący nad uchem. Na dłuższą metę wywołuje poczucie irytacji, przechodzące we frustrację i zniechęcenie. Dlaczego zatem godzimy się z wizją codziennego wstawania do pracy, która nas uwiera, z której nie czerpiemy radości? Czy względna stabilizacja (bo w dzisiejszych czasach nie znasz dnia ani godziny) jest wystarczającą rekompensatą za tygodnie zmieniające się w lata niewolniczej egzystencji?

Czy praca marzeń równa się szczęśliwe życie?

 

Nie potrafię się z tym pogodzić, bo życie musi mieć dla mnie jakość. Chwilowe zaspokajanie pragnień i popędów nie jest dla mnie receptą na udany i spełniony żywot. Świat, który nas otacza to potężny mechanizm, imponujący organizm, w którym każdy z nas ma do spełnienia jakąś rolę. Rodzimy się z talentami, predyspozycjami, które należycie ukierunkowane uzasadniają naszą gościnę na tym ziemskim padole. Pogoni za własnymi marzeniami nie uważam za lewitowanie w chmurach, a wręcz przeciwnie – za przejaw zdroworozsądkowego podejścia do spraw fundamentalnych.

Media są pełne historii skrojonych na miarę hollywoodzkich produkcji. Ich bohaterami są ludzie, którzy nie godzą się z szablonem życia narzuconym przez społeczeństwo. Ta niezgoda na powielanie schematu, determinacja w dążeniu do celu przypomina nieco heroiczny bój, melodramatyczne story, a tymczasem – moim zdaniem – powinna być normą.

Dlaczego ślepo podążamy utartymi ścieżkami, dlaczego ogół wyznacza szlak naszej życiowej wędrówki? Czemu tak rzadko słuchamy swojego wewnętrznego głosu i dajemy się skuć strachowi? Może dlatego że już od najmłodszych lat próbuje się nas ubrać w gorset zahamowań i braku wiary we własne możliwości? A może przyczyna tkwi w narzucanym nam odgórnie „jedynym słusznym” modelu życia? Może boimy się odstawać i jak ognia unikamy etykiety „nieudacznik”? Niezależnie od pobudek nasze życie należy wyłącznie do nas i ostatecznie to my ponosimy konsekwencje własnych czynów i wyborów.

Dlatego pragnę dla swojego Syna znacznie więcej niż życie według normy po raz kolejny przekalkowane. Chciałabym, żeby postępował zgodnie ze swoim sercem, a nie pod dyktando tłumu. By nie ulegał konwenansom, lecz sięgał po to, co przyniesie mu spełnienie. Jako matka mam wpływ na kształtowanie się jego samooceny, więc obserwuję go uważnie od samego początku. I widzę jak coraz bardziej umacnia się w swojej indywidualności. Dostrzegam w nim zalążki charakteru, zaledwie domyślam się, tkwiącego w nim potencjału. Nie chcę mu niczego narzucać, chcę tylko zaproponować wsparcie i matczyną wiarę w jego możliwości. I mam szczerą nadzieję, że kiedyś będzie robił to, co kocha.