Planowanie ciąży ma sens, poznaj pięć powodów.
Macierzyństwo

Planowanie ciąży ma sens, poznaj pięć powodów #2

Stabilizacja, komfort psychiczny, pełna kontrola, radość i świadomośćto pięć ważnych powodów, dla których planowanie ciąży ma sens, a o których wspomniałam we wcześniejszej części postu. Nie chcę jednak tylko teoretyzować, dlatego dla głębszego zilustrowania zagadnienia postanowiłam każdy z tych pięciu powodów omówić na swoim przykładzie.

Pięć powodów, dla których planowanie ciąży ma sens

 

Słowem wstępu: jestem obecnie w piątej ciąży, ani razu nie rodziłam. Pomyślicie: Cóż za determinacja, jak tej kobiecie zależy, stara się ciągle mimo pasma porażek. Nic bardziej mylnego! Wstyd się przyznać, ale żadna z moich ciąż nie była zaplanowana. Nie zdziwię się, jeśli zakrzykniecie: „Cóż za nieodpowiedzialność, wręcz patologia!”. Karnie chylę czoło, jednocześnie jednak chcę, żeby moje doświadczenia były swego rodzaju ostrzeżeniem.

Stabilizacja #1

Najmniej stabilny moment w moim życiu, to właśnie wtedy, kiedy dowiedziałam się po raz pierwszy, że jestem w ciąży. Nic nie było jednoznacznie określone, więcej znaków zapytania niż odpowiedzi. Nie miałam pracy, mieszkałam z matką i bratem, z partnerem byłam zaręczona, ale umówmy się, po ponad pół roku spotykania się nie mieliśmy jeszcze silnych fundamentów i planowanie ciąży nie było naszym priorytetem. Ta niepewność jutra, mnożące się pytania, świadomość, że to co jestem w stanie zaproponować własnemu dziecku, to niepewny byt była bardzo stresogenna.

Dyskomfort psychiczny #2

W związku z tym odczuwałam silny dyskomfort psychiczny. Dodatkowo, mimo dwudziestu pięciu lat na karku, zupełnie nie czułam się gotowa na macierzyństwo i na tym etapie życia w ogóle nie chciałam mieć dzieci. Wszystkie moje działania wynikały z presji, z oczekiwań najbliższego środowiska nijak się mając do moich potrzeb i faktycznych pragnień. Jednym z efektów takiego postępowania było podjęcie pracy w sklepie na kasie. Jak się później okazało, ta pierwsza poważna w moim życiu praca, zaważyła na dalszej karierze zawodowej – dotąd liczę pieniądze, a nie muszę chyba mówić, że nie jest to szczytem moich marzeń (Edit: W tej chwili zajmuję się dzieckiem).

Kontrola #3

Zupełnie nie miałam kontroli nad tym, co się działo. Byłam chaotyczna, nerwowa, chwilami nawet histeryczna. Huśtawka nastrojów na całego. Nie miałam swojego ginekologa, więc wybrałam pierwszego z brzegu, którego zaproponowała mi mama.  Pierwszą wizytę zaliczyłam w trzecim miesiącu! Ciężko pracowałam na trzy zmiany, odżywiając się nieregularnie. Umysł miałam tak zaprzątnięty układaniem sobie życia, oswajaniem się ze swoim stanem, że nie poświęciłam dostatecznej uwagi rozwijającemu się we mnie dziecku.

Radość #4

Nie odczuwałam radości w związku z nadchodzącymi zmianami. Obserwowałam swoje ciało ze zdumieniem – oprócz braku miesiączki nic nie świadczyło o tym, że jestem w ciąży. Nie wymiotowałam, czułam się dobrze, do momentu, w którym poroniłam nie przytyłam ani kilograma. Zadawałam sobie pytanie: „Jak to jest możliwe, czy na pewno jestem w ciąży?”. Nie byłam w stanie wykrzesać z siebie żadnych cieplejszych uczuć dla tego dziecka, zwłaszcza, że wydawało mi się czymś absolutnie abstrakcyjnym.

Świadomość #5

Z całą pewnością nie byłam gotowa na macierzyństwo. Brak świadomie podjętych decyzji doprowadził mnie ostatecznie do tej chwili, w której zamiast cieszyć się w pełni moim Tymkiem (bo tak, w końcu w wieku trzydziestu czterech lat czuję, że chcę być matką) przeżywam istny horror. Cztery poronienia, które są konsekwencją braku kontroli nad własnym życiem odcisnęły silne piętno na mojej psychice. Mimo że robię wszystko co w mojej mocy i wszystko co się da zrobić, codziennie jestem więźniem własnego umysłu.

Nie da się w życiu uniknąć złych i nieprzyjemnych sytuacji, ale oddanie wszystkiego przypadkowi zdecydowanie nie uczyni go lepszym. Planowanie ciąży ma sens!

 

komentarzy 5

  • Marta

    A mówią: chcesz rozśmieszyc Boga, powiedz mu o swoich planach 🙂 Ja miałam ciążę dokładnie zaplanowaną, od pierwszych dni ręka na pulsie, natomiast cały ten czas, zmiast być radosnym oczekiwaniem był dla mnie koszmarem, bo miałam obsesję, że coś pójdzie nie tak. W którymś momencie po prostu zaakceptowałam fakt, że każdy z moich lęków może się spełnić. Zaakceptowałam każdy czarny scenariusz. I bardzo ulżyło. Trzymam kciuki za Was, Firliki 🙂

    • firliki

      Nad tą akceptacją właśnie pracuję. Na początku lekko rzuciłam, że przyjmę każdy scenariusz, że jestem świadoma zagrożeń, ale im bardziej zaawansowana ciąża, tym bardziej zaczynam pękać. Zwłaszcza, że jestem odcięta do reszty świata – teraz walczę ze sobą i swoimi demonami, ale liczę, że w końcu tak jak Ty zaakceptuję swoją sytuację i osiągnę spokój. Dzięki wielkie za kciuki:)

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *