Close
O misiu zwanym whisbear

O CO TYLE SZUMU? CZYLI O MISIU ZWANYM WHISBEAR

Whisbear? Co to takiego? – pomyślałam, kiedy jedna z blogujących mam poleciła mi misia jako must have niemowlęcej wyprawki. Wujek Google Dobra Rada podpowiedział, że to biały szum zamknięty w pluszaku, ułatwiający zasypianie niemowlęcia. Szukałam dalej i okazało się, że wszystkie mamy, które działają w sieci są JEDNOGŁOŚNIE zachwycone!

Ten entuzjazm mnie zastanowił. Naprawdę taki niezawodny i sprawdza się w przypadku każdego dziecka? Oj, kusił mnie ten Whisbear, ale dwie kwestie powstrzymywały mnie przed pochopnym zakupem: cena i pytanie czy to, co dobre dla innych, będzie odpowiednie dla mojego dziecka. Ostatecznie skusiłam się, licząc że szumiący miś przyjmie się chociaż jako przytulanka. Zdecydowałam się na Whisbeara z funkcją CRYsensor, a że akurat zbliżały się święta udało się skorzystać z promocyjnej oferty.

Producent informuje:

Serce misia Whisbear. Szumiące jak suszarka urządzenie dźwiękowe bardzo łatwo się włącza, a gdy dziecko już spokojnie śpi, urządzenie wyłączy się samo po 40 minutach. Głośność szumu może być regulowana.

Mój komentarz: Wyższość urządzenia dźwiękowego nad suszarką polega na tym, że nie musisz stać nad dzieckiem aż ci ręka zwiędnie i odpadnie. Naciskasz tylko przycisk, a reszta dzieje się sama. Czterdzieści minut szumienia to optymalny czas na wyciszenie i uśpienie niemowlęcia. Pod warunkiem oczywiście, że faktycznie jest w nastroju do spania. Dużym udogodnieniem jest również możliwość regulowania głośności, którą można dostosować do potrzeb i upodobań dziecka. Nasz misiek posiada dodatkowo funkcję CRYsensor, która znakomicie się sprawdza w nocy. Synek często wybudza się i popłakuje, a wtedy Whisbear zaczyna ponownie szumieć, ale tym razem przez dwadzieścia minut. I za chwilę mój maluch znowu śpi. Po prostu genialne rozwiązanie! To nic, że za każdym razem budzę się razem z Małym, a potem nasłuchuję czy miś zaszumi – najważniejsze, że nie muszę wstawać i usypiać „własnoręcznie”.

Producent zachwala:

Miś inny niż wszystkie. Whisbear zainspirowany jest dziecięcymi rysunkami. Głowa i cztery nogi, czyli Głowomiś, to więcej łapek do łapania i gryzienia przez niemowlę.

Mój komentarz: Moja matka nazwała Whisbeara straszydłem, ale Synkowi zdecydowanie przypadł do gustu. Coś musi być w tej miśkowej buźce, co wywołuje sympatię, bo Mały często się do niego uśmiecha 🙂 A łapki faktycznie ułatwiają złapanie pluszaka przez nieporadne rączki niemowlaka.

O misiu zwanym Whisbear

Producent zapewnia:

Whisbear uczy. Zabawa z nim jest stymulacją sensoryczną dla dziecka. Szeleszczące uszka i łapki, długie nogi uszyte z kolorowych i kontrastowych tkanin zapewnią atrakcję podczas zabawy.

Mój komentarz: O tak, T. uwielbia łapać za uszka i szarpać za łapki. Uszy pluszaka w czerni i bieli (jedno ucho w kropki, drugie w paski), zaś każda łapka w innym kolorze i w inny deseń przykuwa wzrok ciekawskiego malucha. A że jeszcze szeleści? To dodatkowo podbija ciekawość dziecka i sprawia, że fascynacja miśkiem trwa dłużej.

Zdaniem producenta:

Whisbear chwyta nie tylko za serce. W łapkach misia Whisbear umieściliśmy magnesy, dzięki którym można zabrać go ze sobą wszędzie. Miś bez problemu złapie się za rączkę wózka, łóżeczka czy torby z akcesoriami dziecka.

Mój komentarz: Na pierwszy rzut oka misiek wydaje się nieporęczny, ale umieszczone w łapkach magnesy ułatwiają dogodne umiejscowienie. Nasz ma swoje stałe miejsce, czyli węzgłowie łóżeczka. Na spacery go nie zabieram, ale jak wyjeżdżamy to Whisbear zawsze nam towarzyszy.

O misiu zwanym Whisbear

Producent chwali:

Whisbear Elegant. Whisbear zapakowany został w miękki woreczek. To jego pierwsze schronienie, dzięki któremu zawsze jest czysty i elegancki. Woreczek możesz potem wykorzystać np. do przechowywania kosmetyków i pieluszek.

Mój komentarz: Nasz woreczek póki co leży i nie zapowiada się, żeby się jeszcze kiedykolwiek przydał.

Producent gwarantuje:

Made in Poland. Whisbear w całości został wykonany w Polsce. Za projekt odpowiada studentka warszawskiej ASP Maria Czapska, a misie szyte są w szwalni na Mazowszu. Szumiące urządzenie powstało w fabryce na Dolnym Śląsku.

Mój komentarz: Nazwa angielska, ale produkt polski! Jestem jak najbardziej za promowaniem młodych polskich artystów, więc tym bardziej się cieszę, że Whisbear trafił do naszego domu.

O misiu zwanym Whisbear

Firliki dołączają do grona zachwyconych matek! I choć zawsze płynę pod prąd jeśli chodzi o trendy, to tym razem obiorę wspólny kurs. Mimo iż funkcja CRYsensor bywa czasem zbyt czuła, a innym razem nieco przygłucha na płacz Małego nie mam większych zastrzeżeń. Misiek się sprawdza i nie mam poczucia, że wyrzuciłam pieniądze w błoto.