Niewydolność szyjki macicy - 10 faktów, które musisz poznać.
Poroniłam

10 faktów na temat niewydolności szyjki macicy

Poronienie to delikatny temat. Nie porusza się go, ot tak, przy herbatce. Bywa, że pozostaje tematem tabu, którego się nie podejmuje albo unika. Nie jest to zdrowa sytuacja przede wszystkim dla kobiety, która doświadczyła straty. Bardzo bym chciała, żeby Firliki przełamały milczenie, żeby oswoiły z tym zagadnieniem nie tylko zranione, niedoszłe mamy, ale również najbliższe otoczenie.

Niewydolność szyjki macicy – 10 faktów, o których musisz wiedzieć

Dlatego poniższy post, to jedno z wielu zaproszeń do bardzo intymnej rozmowy. Jak wskazuje tytuł wpisu zmierzę się z tematem niewydolności szyjki macicy. Będzie osobiście i, mam nadzieję, w miarę wyczerpująco. Namawiam do udostępniania treści, ale również komentowania i dzielenia się swoimi doświadczeniami.

DIAGNOZA:

 

Niewydolność szyjki macicy to wada, której nie można zdiagnozować przed ciążą.

Niestety ujawnia się ona dopiero w trakcie ciąży, mniej więcej na początku drugiego trymestru, kiedy powiększająca się macica zaczyna napierać na szyjkę. To z kolei powoduje jej skracanie i rozszerzanie, konsekwencją czego jest poronienie bądź przedwczesny poród. Kiedy stwierdzono u mnie niewydolność lekarz pocieszał mnie, że to nie moja wina, w zasadzie niczyja, bo tego nie da się przewidzieć. Mimo wszystko analizowałam i szukałam momentu, w którym został popełniony błąd – to zupełnie naturalne, potrzeba czasu, żeby przestać się obwiniać.

Skracanie szyjki przebiega często bezobjawowo.

Jeżeli to Twoja pierwsza ciąża bądź pozostałe przebiegały bezproblemowo lekarz nie ma podstaw, żeby stwierdzić niewydolność szyjki macicy. Dlatego każda kolejna wizyta odbywa się co miesiąc, co zwiększa ryzyko, że nie uda się zaobserwować skracania szyjki w odpowiednim momencie. Dodatkowo możesz nie odczuwać żadnych dolegliwości. Ja czułam się bardzo dobrze, aż do dnia, w którym pojawiły się najpierw silne i coraz częstsze skurcze, a następnie krwawienie. Kiedy trafiłam na Izbę Przyjęć stwierdzono poronienie w toku, czyli było już za późno na jakąkolwiek interwencję.

PRZYCZYNY:

 

Wśród przyczyn niewydolności szyjki macicy wymienia się:

uszkodzenie szyjki macicy podczas poprzedniego porodu

uszkodzenie szyjki podczas zabiegu

wady anatomiczne szyjki

zaburzenia hormonalne

U mnie kolejne ciąże potwierdziły wadę anatomiczną szyjki.

LECZENIE:

 

UWAGA! Interpretacja diagnozy zależy od lekarza prowadzącego!

Najlepiej zobrazuje to mój własny przykład. Kiedy zgłosiłam się do doktor X, byłam po dwóch poronieniach. Pierwsza ciąża zakończyła się w 17 tygodniu (wtedy właśnie stwierdzono niewydolność szyjki), druga natomiast w 7 (brak na tym etapie wykształconego serca). Lekarka zadecydowała, że w odpowiednim momencie założymy pessar (o tym cóż to takiego będzie niżej), ale nie podjęła żadnych dodatkowych kroków. Uznała je za zbędne. Zaproponowała jedynie no-spę, gdybym na przykład czuła bóle brzucha. Ustaliłyśmy, że pojawię się w gabinecie mniej więcej w 15/16 tygodniu ciąży. Jak się wtedy okazało szyjka zaczęła się skracać i rozwierać. Niestety stan zapalny uniemożliwił natychmiastowe założenie krążka. Podjęłyśmy leczenie globulkami, a po kuracji miałam zgłosić się na wizytę. Dostałam zwolnienie lekarskie i nakaz leżenia. Dzień przed umówionym spotkaniem wylądowałam w szpitalu z poronieniem w toku. Pani doktor nie miała sobie nic do zarzucenia, a ja miałam do siebie żal, że jej zaufałam.

Zgłoś się do Poradni Patologii Ciąży, która działa przy szpitalu!

W ten sposób otrzymasz fachową i kompleksową opiekę. Oprócz pakietu podstawowych badań prawdopodobnie zostaniesz wysłana na takie, które normalnie są płatne. Dopiero po czwartym poronieniu zostałam objęta szczególną troską i atencją. Uświadomiono mnie, że trzy straty wpisuje się w statystyczną normę. Po czwartym mówi się o poronieniach nawykowych i podejmuje odpowiednie kroki. Dlatego polecam dokładne rozważenie lekarza prowadzącego, najlepiej takiego, który specjalizuje się w prowadzeniu ciąż wysokiego ryzyka. Dla mnie zbawienne okazało się zgłoszenie do Poradni Patologii Ciąży, działającej przy akademickim szpitalu (jestem obecnie w 28 tygodniu i choć jeszcze nie znam zakończenia, są szanse, że będzie ono pomyślne).

Założenie szwu McDonalda. 

Jest to zabieg, polegający na założeniu szwu okrężnego na górną część szyjki macicy. Wykonuje się go w 14/15 tygodniu ciąży. Najpierw jednak należy pobrać posiew z szyjki macicy, żeby wykluczyć stan zapalny. Sam zabieg nie trwa długo, ale trzeba się liczyć z kilkudniowym pobytem w szpitalu. W moim przypadku trwało to cztery dni: dwa dni oczekiwania na wynik posiewu, dzień zabiegu i dzień po, w którym zostałam wypisana w stanie ogólnie dobrym. Czytałam, że zakładanie szwu odbywa się pod narkozą i faktycznie zostałam znieczulona ogólnie, ale tylko i wyłącznie dlatego, że przyjmuję leki, które uniemożliwiają znieczulenie częściowe.

Szew McDonalda nie gwarantuje donoszenia ciąży do planowanego terminu porodu.

Oczywiście zwiększa on szanse, ale należy liczyć się z tym, że wciąż istnieje ryzyko przedwczesnego porodu. Dlatego tak ważne są częste wizyty u lekarza prowadzącego oraz odpowiedni styl życia. Przede wszystkim należy się oszczędzać! Niewskazana jest aktywność ruchowa, na czas ciąży powinno się zrezygnować ze współżycia seksualnego, a także szczególnie dbać o higienę osobistą. Zagrożenie stanowi wszystko, co może wywołać skurcze macicy. U mnie w 24 tygodniu ciąży stwierdzono rozszerzanie oraz skracanie się szyjki, tydzień później okazało się, że pęcherz płodowy znajduje się coraz bliżej szwu. Dlatego w chwili obecnej nie wychodzę z domu, przeważnie leżę (czasem z pupą lub nogami wyżej) i nie zajmuję się żadnymi domowymi obowiązkami. Priorytetem jest jak najdłuższe utrzymanie ciąży.

Pessar zamiast szwu.

Założenie krążka nie wymaga pobytu w szpitalu, ale trzeba za niego zapłacić. Zakładany jest w gabinecie u ginekologa, zazwyczaj u kobiet z nieznaczną niewydolnością szyjki macicy. Należy szczególnie dbać o higienę, ponieważ podczas stosowania pessara zaobserwowano występowanie stanów zapalnych, których pojawienie się grozi przedwczesnym porodem.

PODSUMOWANIE:

 

Pamiętaj, że leczenie uzależnione jest od Twojej historii, przebiegu poprzedniej czy poprzednich ciąż!

Założenie szwu najczęściej stosuje się w przypadku obciążonego wywiadu, który wskazuje na sytuacje nawykowe. Co lekarz, to inne podejście. Jeden zaproponuje szew, drugi pessar, a jeszcze inny będzie obserwował ciąże i podejmował decyzje na bieżąco. Ważne jest podjęcie stosownych środków ostrożności. Jeśli masz stresującą pracę nie wahaj się poprosić o zwolnienie lekarskie. Jeśli prowadzisz aktywne życie, zwolnij, przystopuj – być może przyjdzie taki moment, że będziesz musiała zupełnie zrezygnować z ruchu. Co ważne, dbaj o dobre samopoczucie, nie przesiaduj na forach dla kobiet, które poroniły. W razie wątpliwości pytaj swojego lekarza. Twoje nerwy również mogą zaszkodzić, dlatego włącz pozytywne myślenie i posłusznie stosuj się do wszystkich zaleceń.

To punkt, którego jeszcze nie przerobiłam, ale wierzę, że uda mi się to przeżyć na własnej skórze

kobiety z założonym szwem rodzą w terminie!

 

Jeśli zastosujesz się do wszystkich wskazówek to możliwe, że dotrwasz do 37 tygodnia, w którym szew zostanie zdjęty, a Ty urodzisz w terminie. Tego sobie i Wam życzę!

 

Aktualizacja z 22.03.2016


W ostatnim dniu 37 tygodnia zgłosiłam się do szpitala na zdjęcie szwu (dostałam skierowanie od swojego ginekologa). Nie wymaga to ani sali zabiegowej ani znieczulenia – w kilkanaście sekund lekarz zdejmuje go z szyjki macicy. Dla mnie całkowicie bezbolesne, choć wiem, że dla niektórych kobiet zabieg jest nieprzyjemny. Po zdjęciu szwu zostałam na obserwacji – byłam przekonana, że następnego dnia wyjdę. Rano po obchodzie zostałam zaproszona na badanie, podczas którego okazało się, że mam prawie pięć centymetrów rozwarcia! Zero skurczy czy choćby niewielkiego bólu brzucha! I w tym momencie wydarzenia nabrały tempa, tego samego dnia na świecie pojawił się mój Synek 🙂 Zgodnie z wyznaczonym terminem miałam urodzić 20 listopada 2015, ale ze względu na ułożenie Małego zapadła decyzja o cesarskim cięciu na 13 listopada, a tymczasem T., objawił nam swoje oblicze szóstego 🙂 Cały, piękny i zdrowy!

 

Koniecznie obejrzyjcie ten materiał, jeśli wydaje się Wam, że Wasz przypadek jest beznadziejny < – klik

I jeszcze strona internetowa na temat niewydolności szyjki i zastosowaniu metody omówionej w powyższym materiale <- klik

A jeśli interesują Cię jeszcze jakieś moje teksty na temat poronienia zapraszam do zakładki „Poroniłam” <- klik

 

komentarzy 48

  • Marta

    Bardzo solidny wpis, mam nadzieję, że będzie pomocny jak największej liczbie kobiet, które są w takiej sytuacji, jak Ty kiedyś. Pozdrawiam!

      • MM

        Dziękuję za wpis. Gratuluję Synka. Mam nadzieję, że również będę jeszcze mamą. Poroniłam 11.01.2017 r. w 17 tyg.ciąży. Nic wcześniej nie wskazywałi na poronienie – 10 stycznia poczułam nagły ból krzyża i brzucha, później przyszło krwawienie. Gdy pojechałam na pogotowie, lekarz stwierdził poronienie w toku. Czułam, że runął cały mój świat 🙁 Tak bardzo cieszyłam się/cieszyliśmy się, że będę Mamą/będziemy Rodzicami. Konsultacja po poronieniu, zaznaczam u innego lekarza, i diagnoza: najprawdopodobniej niewydolność szyjki macicy. Miałam przykrótką szyjkę macicy od 14 tyg.ciąży, nawet leżałam w szpitalu, bo włąśnie na początku 14.tyg.ciąży pojawiło się skąpe plamienie; wtedy również nie było żadnego bólu. Szkoda, że ani lekarz w szpitalu, ani moja prowadząca nie zalecili założenie szwu. Lekarz, u któego pojawiłal się na konsultacji po poronieniu, stwierdził od razu, że on w takiej sytuacji nie ryzykuje, że proponuje założenie szwu. Żałuję, że nie trafiłam na tak mądrego lekarza wcześniej.
        Pozdrawiam serdecznie

        • Estera Zoc-Firlik

          Współczuję! Wierzę, że będziesz jeszcze mamą, bo niewydolność szyjki macicy to nie wyrok, ale po prostu ciąża, która wymaga szczególnej troski. Mam nadzieję, że uda się znaleźć odpowiedniego lekarza, który poprowadzi ją jak należy. Trzymam baardzo mocno kciuki!!!

          • MM

            Lekarz zalecił, aby z kolejnym staraniem się o dziecko odczekać 6 miesięcy – to trochę długo. Minęło prawie 1,5 miesiąca. Wiem, że obecnie nie jestem jeszcze gotowa, ale możliwe, że będę za 2 lub 3 miesiące. Na wielu forach czytałam, że często kobiety zaczynają starania o kolejne dziecko po poronieniu dość szybko. Chcę spytać Ciebie, bo Ty również roniłaś w drugim trymestrze, prawda? Jak długo po poronieniu rozpoczynaliście starania o kolejne dziecko?
            PS Dziękuję za słowa wsparcia.

          • Estera Zoc-Firlik

            W obu przypadkach, kiedy chodziło o niewydolność szyjki roniłam w drugim trymestrze. Po pierwszej ciąży minęło kilka lat zanim znowu zaszłam, natomiast w drugim przypadku spodziewałam się dziecka już miesiąc po poronieniu.
            I nam lekarze też mówili, że trzeba odczekać. Ale mimo iż tak szybko byłam w ciąży nie zaszkodziło mi to specjalnie.

          • MM

            Napisałaś, że o pierwszej ciąży minęło kilka lat, zanim zaszłaś w kolejną. Był to świadomy wybór czy też pojawiły się rudności z zajściem w ciążę?
            W drugim przypadku, gdy zaszłaś w ciążę miesiąc po poronieniu (rozumiem, że ta ciąża zakończyła się pomyślnie i jesteś mamą) w trakcie jej trwania pojawiły się komplikacje? Mogę wiedzieć jakie?
            Szew założono Ci dopiero wówczas, gdy byłaś trzeci raz w ciąży czy wcześniej?

          • Estera Zoc-Firlik

            Od razu zaznaczę, że nigdy nie miałam żadnych trudności z zajściem w ciążę. Byłam w ciąży pięciokrotnie i dopiero za piątym razem udało mi się urodzić. Także problem był z donoszeniem. Dwa razy poroniłam ze względu na brak tętna, w bardzo wczesnym stadium. Dwa razy zaś ze względu na niewydolność szyjki. Dopiero w ostatniej ciąży miałam założony szew (w trzeciej miałam mieć założony pessar, ale było za późno).
            W ostatniej ciąży właściwie nie miałam większych komplikacji, ale lekarze ostrzegali, że wszystko jest możliwe, że szew może się na przykład osunąć. Szew szczęśliwie utrzymał się do momentu, kiedy mi go zdjęli. Ale tam gdzie nie było szwu szyjka mi się rozszerzała, dlatego leżałam i nigdzie się nie ruszałam.

          • MM

            Tam, gdzie nie było szwu szyjka Ci się rozszerzała, dlatego leżałaś i nigdzie się nie ruszałaś?, a mimo to drugi raz poroniłaś ze względu właśnie na niewydolność szyjki? Dobrze rozumiem?
            Przepraszam, teraz się zastanowiłam, i może nie powinnam tak szczegółowo pytać…
            Bardzo Cię podziwiam. Twoja postawa – cierpliwość i wytrwałość – zasługują na podziw. Ja chyba nie jestem, aż tak silna, może na zewnątrz, bo wewnętrznie na pewno nie. Minęło półtora miesiąca od kiedy poroniłam, a nadal bardzo boli. Gdy zostaję sama, często płaczę. Czasami myślę, że raczej nie chcę czekać aż 6 miesięcy (mój narzeczony też nieraz mówi, że może wcześniej spróbujemy, lecz ostateczną decyzję pozostawia mnie), że spróbujemy wcześniej, lecz pojawia się lęk. Bo co jeśli znowu pójdzie nie tak jak byśmy tego chcieli? Pewnie później obwiniałabym siebie, że za szybko podjęliśmy starania,
            Są dni, gdy jest lepiej, a są takie, jak dzisiejszy i wczorajszy, kiedy mocno rozpamiętuję to wszystko, a także zastanawiam się, jak wyglądałby nasz Synek: czy miałby kolor oczu mój czy taty itp. Dla mnie jest bolące to, że nigdy nie dowiem się, jaki by był, jakby wyglądał. I ten strach przed kolejną ciążą. Największą motywacją jest to, że chcemy Dzidzię, a także Twoja historia, dążenie do celu mimo wcześniejszych nieudanych prób.
            PS Gdy miałaś założony szew szyjkowy, musiałaś leżeć czy tylko się oszczędzać

            Życzę miłego dnia.

          • Estera Zoc-Firlik

            Spokojnie, pytaj o co chcesz. Dopiero w ostatniej ciąży miałam założony szew i to właśnie dzięki niemu udało się donosić. Tam gdzie był szew, czyli u wejścia szyjki macicy, owa szyjka była wąska, ale jak byłam na wizycie gdzieś około 24 miesiąca okazało się, że w wyższych partiach, bliżej macicy płód zaczął napierać co wiązało się z rozszerzaniem tam, gdzie szwu nie było – w związku z tym miałam nakaz bezwzględnego leżenia, najlepiej z lekko uniesionymi pośladkami. Wychodziłam tylko na siku. Jednak po pewnym czasie zaczął mnie boleć kręgosłup, więc czasem wstawałam, żeby zrobić choć parę kroków.
            Wcześniej, do tego 24 miesiąca miałam tylko polegiwać i oszczędzać się.

            Jeśli mogę coś doradzić – myślę, że to trochę za wcześnie na kolejną ciążę, ból jest zbyt świeży i możesz za bardzo się stresować, a stres zdecydowanie nie jest wskazany w ciąży! Może pomyśl o jakimś dobrym lekarzu. Ginekolog, który należycie się Tobą zajmie to bardzo ważna sprawa. Przy ostatniej ciąży miałam rewelacyjną doktor – zawsze, przy każdej wizycie bardzo dokładnie mnie badała. Mogłam, jeśli tylko czułam niepokój w każdej chwili do niej przyjść, żeby zrobić szybkie usg i upewnić się, że wszystko jest ok. Robiła mi mnóstwo badań i chuchała na zimne. Taki lekarz to skarb! Myślę, że naprawdę warto poświęcić czas, żeby znaleźć tego właściwego, by w odpowiedniej chwili był ktoś kto się zaopiekuje Tobą i dzieckiem.

          • MM

            Zgadzam się- właściwy ginekolog to trzy czwarte sukcesu. Byłam przekonana, że taką jest moja ginekolog, u której byłąm pierwszy raz, cały czas do niej chodziłam na badania kontrolne, a gdy zaszłam w ciążę, zdecydowałam się właśnie na nią. Niestety, rozczarowałam się. Tydzień przed poronieniem byłam u niej na wizycie kontrolnej. Nie zrobiła mi nawet USG, mimo że nalegałam. Stwierdziła po zbadaniu palcami szyjki macicy, że wszystko jest ok. Byłam zaniepokojona po wyjściu od niej, lecz później się uspokoiłam i postanowiłam jej zaufać. Jednak, dwa dni później „coś” mnie tknęło i postanowiłam się zapisać do bardzo dobrego ginekologa. Panie w recepcji nie chciały mnie zapisać, ponieważ ów doktor ma bardzo dużo pacjentek i nie przyjmuje nowych, terminy dopiero w lipcu. Zaproponowały innego lekarza, podobno też bardzo dobry. Zapisałam się na wizytę. Niestety, następnego dnia otrzymałam telefon, że doktor odwołał wszystkie swoje pacjentki, bo musiał zostać w szpitalu, a do miejscowości, do której dojeżdżał miał 100 km. Przełożono mi wizytę, do której nie dotrwałam. Czy tak miało być? 🙁 Gdyby mi coś dolegało, na pewno szukałabym pomocy od razu u innego lekarza, ale że nie miałam żadnego bólu, żadnych dolegliwości postanowiłam poczekać na umówioną wizytę. Po poronieniu nie chciałam do żadnego lekarza z mojego miasta (chyba nie ma żadnego kompetentnego, ponieważ nawet, gdy leżałam w szpitalu, nikt nie zasugerował, że przyczyną plamienia na początku 14.tygodnia ciąży może być niewydolność szyjki; w szpitalu było czterech ginekologów, łącznie z prowadzącą moją ciążę 5). Zadzwoniłam na numer prywatny do tego dobrego ginekologoa (później żałowałam, że wcześniej na to nie wpadłam). Na początku powiedział, to co panie w recepcji…,że terminy dopiero na lipiec, lecz gdy usłyszał, że poroniłam, i że chciałabym z nim skonsultować, przyjął mnie po godzinach pracy. Po przejrzeniu dokumentacji i wywiadzie ze mną, od razu stwierdził, że na tym etapie ciąży (17.tydzień) przycznyną poronienia najprawdopodobniej była niewydolność szyjki. Po drugiej wizycie u niego, spytałam, czy jeśli zajdę w ciążę, zgodzi się ją poprowadzić. Odpowiedział: Tak. Wzmocnił mnie, mówiąc, że na pewno kolejny raz się uda, że zrobimy wszystko, abym donosiła ciążę. Wiem, że on bardzo dobre opinie, więc liczę, że dołoży wszelkich starań, aby taka sytuacja się nie powtórzyła.
            Nie mam jeszcze dzieci. Tak bardzo chciałam, tak bardzo się cieszyliśmy, że za kilka miesięcy będziemy się cieszyć naszym Szczęściem. Życie zaskakuje…Zajść w ciążę udało mi się za pierwszym podejściem, gdy tylko stwierdziliśmy, że to ten czas, ale… los okrutnienas doświadczył.
            Na marginesie…Jest tyle kobiet, które porzucają swoje dzieci. Dwa dni temu znowu słyszałm o takim przypadku. Kobieta porzuciła swoje dziecko. Chłopczyk miał jeden dzień, przyniesiono go do szpitala zapakowanego w karton. Okropne! A my tak bardzo sę cieszyliśmy…i to szczęście zostało nam odebrane.

            Dużo zdrowia dla Ciebie i Synka, bo ono jest najważniejsze.

          • niedoszłamama

            MM czytam Twoje wpisy i przypomina mi się wszystko to co czułam.. Mnie jeden lekarz powiedział, żebym poczekała min.6 miesięcy, bo to była za „późna” ciąża, że macica musi „odpocząć”.. Natomiast prof. Krasomski z Łodzi powiedział, że spokojnie mogłam starać się po 1,5 miesiąca.. Ale szczerze?Wpadłam w taką depresję po tym, co się stało, że nie mogłam normalnie funkcjonować, nie dałabym rady…Choć czułam taką rozrywającą pustkę..Nadal jestem na prochach.. Marzę o Dzieciaczku i jestem już gotowa, ale jak na złość mam problemy z zajściem…Nie wiem czy to głowa, czy moje przypadłości hormonalne znów dają się we znaki.. Jestem na zakręcie życiowym, bo dużo spraw wyszło podczas tego 1,5 roku terapii.. Wszystko się dzieje po coś.. ja nadal szukam i marzę..

          • MM

            Bardzo poruszył mnie Twój wpis. Rozumiem, co czujesz 🙁 Tak nagle zostało nam odebrane to, co najcenniejsze, to co zostaje na zawsze. Nie mogłam i nadal nie mogę się pogodzić z tym, że tak naprawdę można było temu zaradzić- założyć w odpowiednim czasie szew. Jeszcze w 12.tyg.robiłam badania prenatalne, mimo że nie musiałam (mam 30 lat). Wszystko, zarówno z USG, jak i z krwi było ok. Mój Synek żył do samego końca…
            Staraj się myśleć pozytywnie. Ja, mimo tego całego bólu, mam cichą nadzieję, że będę mamą – bardzo tego pragnę.
            PS Jeśli mogę spytać…? Nie masz jeszcze dzieci – mogę tak przypuszczać z podpisu „Niedoszłą mama”

          • Estera Zoc-Firlik

            Niestety często dopiero tragedia uczy nas większej świadomości. Ale która z nas, zachodząc w ciąże, myślała że poroni? To dobrze, że już wiesz do kogo możesz się zwrócić. Jeszcze będziesz szczęśliwą mamą, zwłaszcza, że jak piszesz, udało się zajść bez większego problemu. Jeśli uważasz, że to koniecznie, zrób dodatkowe badania. Nie wiem czy w szpitalu wspominali Ci co należy zrobić, kiedy się poroni?

          • MM

            Nie, w szpitalu, gdy poroniłam, nie powiedzieli mi, jakie badania należy zrobić. Tylko tyle, że za 2-3 tygodnie powinnam udać się do ginekologa w celu sprawdzenia, czy wszysko się dobrze regeneruje.

  • Ania D.

    Ja mam stwierdzoną niewydolność szyjkowo-ciśnieniową, czyli właśnie przedwczesne skracanie i otwieranie szyjki. Jednak udało mi się urodzić dwójkę wspaniałych dzieci 🙂 Przy dwóch ciążach miałam założony pessar, jak wyjaśnił mi ordynator w naszym szpitalu, jest on odpowiednikiem szwu tylko mniej inwazyjnym dla kobiety (bowiem przy szwie istnieje ryzyko że może wrosnąć – spotkałam się z taką sytuacją będąc w szpitalu). Ja z pessara byłam bardzo zadowolona – ale to już wybór lekarza no i pacjentki czy jest w stanie za niego zapłacić. Pierwszą ciążę donosiłam do 36tc i gdyby nie problem z ciśnieniem to na pewno ponosiłabym jeszcze dłużej, drugą donosiłam do 34tc i też bym donosiła dłużej gdyby mnie teściowa nie zdenerwowała 🙁 Także spokojnego leżakowania życzę na pewno i Wam uda się donosić 🙂

    • firliki

      To super, że wszystko się ułożyło i możesz cieszyć się dwójką dzieci. Jest to też oczywiście pokrzepiające dla mnie – takie informacje mnie uspokajają, dają wiarę 🙂 U mnie, ze względu na obciążony wywiad zdecydowano się na szew i tam gdzie nie trzyma szyjka już się rozszerzyła i skróciła, więc cała nadzieja, w tym, że szew nie puści za wcześnie. Dzięki za dobre słowo, od razu jaśniej mi się patrzy w przyszłość 🙂

  • niedoszłamama

    21.07.2015 o g.12.20 przyszła na świat moja Mała Córeczka Zuzia….czas zgonu 12.20..
    Miałam niewydolność szyjki rozpoznaną w 21 t.c. Nie miałam żadnych objawów, choć tydzień wcześniej całą noc śniło mi się, że przekładam na wcześniej usg połówkowe.. Nie wiem czy to podświadomość, czy to przypadek? Czy jeśli bym poszła wcześniej to byłabym Mamą.. ???
    Do szpitala trafiłam bez oznak porodu a raczej poronienia. Pęcherz wpuklał się i wystawał 1cm na zewnątrz. Pobrali posiew i kazali czekać..bo bez tego wyniku powiedzieli, że nie założą mi szwu ratunkowego (okrężnego). No i nie zdążyli..choć nie rozumiem, czemu nie założyli tymczasowo pessara, żeby zahamować rozwieranie szyjki.. mam poczucie, że nie zaopiekowali się mną należycie.. bo tak naprawdę od momentu badania na izbie przyjęć (18.07) do wieczora 20.07 nikt z lekarzy nie pofatygował się, żeby mnie zbadać.. Posiew wyszedł czysty…zabrakło parę godzin..
    Bardzo współczuję Wszystkim Niedoszłym Mamom..Jest to trauma, której nie zrozumie nikt, dopóki nie przeżyje tego na własnej skórze..
    Minęło już prawie 8 miesięcy a ja nadal walczę z depresją.. Bardzo się boje zajść w kolejną ciąże, bo nie wiem, czy dam radę, gdyby zdarzyła się ta sama sytuacja.. Oczywiście od lekarzy słyszę, że nie zdarzy się bo niewydolność została zdiagnozowana i wiadomo jak postępować. Ale wiadomo, że nic nie daje 100% gwarancji:( A jakoś nie potrafię się pocieszać czyimś nieszczęściem..
    Czytałam dużo na temat tego szwu i mimo wszystko przeraża mnie ta perspektywa. Zważywszy, że jestem podatna na infekcje intymne:(I dodatkowo mam jeszcze trombofilię co oczywiście zwiększa ryzyko poronienia. Ale podobno muszę być pozytywnie nastawiona i wierzyć, że się uda,, Próbuję..
    Nie wiem, czy słyszałyście o tzw. szwie przezbrzusznym?Ja niestety się nie kwalifikuję, bo nie poroniłam 2 raz po zwykłym szwie…Jest to ostateczność ale też nadzieja dla tych osób, którym zwykły szew nie pomaga.
    Jeśli chodzi o namiar to polecam profesora Krasomskiego z Łodzi. Starszy lekarz z ogromnym doświadczeniem. Specjalizuje się w zakładaniu takiego szwu.
    Trzymam kciuki za Wszystkie przyszłe Mamy z niewydolnością!Musi się udać!

    • Estera Zoc-Firlik

      Bardzo współczuję! To co mogę doradzić, choć wiem że teraz moje słowa nie mają dla Ciebie żadnego znaczenia, bo rana jest zbyt świeża, to staraj się nie zastanawiać „co jeśli”. Nie mamy zdolności cofania się w czasie i modyfikowania naszego życia. To także utrwala ból, nie pozwala mu odejść. Trzymam mocno kciuki, żeby wszystko się ułożyło – na pewno się ułoży! Popatrz na mnie – piąty raz w ciąży i ogromny strach, że tym razem jak się nie uda, to polegnę, już się nie podniosę – i mimo tego jestem w końcu szczęśliwą mamą. Stało się chyba tak, bo odpuściłam. Powiedziałam sobie: to co mogę, to zrobię, a to na co nie mam wpływu…po prostu na to się przygotuję. Nie brzmi to może pocieszająco, ale się sprawdziło.

    • Ola

      Niedoszła mamo !!! nie poddawaj się, jedź do profesora Krasomskiego ponownie na wizytę. Mnie też odmówił raz, bo miałam tylko jeden poród przedwczesny z pessarem (24 tc dziecko zmarło). Ze strachu nie zdecydowałam się na ciążę ze szwem McDonalda. Po kilku miesiącach wróciłam, udało się i na wizycie profesor dał mi skierowanie do założenia szwu metodą przezbrzuszną TAC. We wrześniu 2013 zakładali mi szew w CZMP w Łodzi, a już w marcu 2014 byłam w ciąży, w październiku 2014 urodziłam zdrową córeczkę w 38 tc. Normalnie funkcjonowałam w domu w czasie ciąży i przede wszystkim czułam się bezpiecznie ! taśma TAC daje moc !!!

  • niedoszłamama

    Dziękuję bardzo za słowa otuchy:* Aż mi głupio, że pocieszasz mnie, wiedząc, że tyle przeszłaś.. 🙁 Ale czy przytrafiła się taka tragedia raz czy więcej razy.. boli tak samo, choć ciężko mi sobie wyobrazić co czułaś.. Może i mnie czeka podobna droga.. Nie wiem..Świadomość, że nie jest się samą trochę pomaga, choć tak jak pisałam, nie potrafię pocieszać się czyimś większym/innym cierpieniem. Z drugiej strony wiem, że powinnam właśnie czerpać siłę, bo Tobie i wielu innym Kobietom się udało!!Będę próbować..
    Bardzo się cieszę, że zostałaś Mamą i gratuluję z całego serca! Mam nadzieję, że za jakiś dłuższy czas i ja będę mogła podzielić się dobrymi wieściami:) Pozdrawiam!

    • Estera Zoc-Firlik

      Na pewno się uda! Myślę, że kluczowa kwestia to odpowiedni lekarz, zwłaszcza taki, który się specjalizuje w prowadzeniu zagrożonych ciąż. Do tego wiara i samozaparcie. I jeszcze na pocieszenie powiem, że są kobiety, które straciły dzieci częściej niż ja, a mimo tego dalej walczyły – imponujące! Ups, zabrzmiało to tak, jakbym przewidywała, że w Twoim wypadku też będą nieudane próby…trzymam kciuki, żeby kolejna ciąża zakończyła się rozwiązaniem!

      • Ola

        Pierwsza ciaze poronilam w 13 tyg. Zaczęłam krwawic na usg niby wszystko ok po 5 dniach zostałam wypisania do domu. po 2 dniach pobytu w domu trafiłam z ponownym krwawienie na izbę przyjęć znowu usg z dzieckiem wszystko ok ale w nocy zaczął mnie boleć brzuch prosiłam o usg ale mi odmówiono. W nocy poronilam. Po 6 miesiącach zaszlam w ciaze w 22 tyg ciąży bóle brzucha i wizyta u lekarza skrócona szyjka 3,5 cm zalecana obserwacja po 2 tyg wizyta u lekarza szyjka 17 mm i rozwarcie na 15mm .skierowanie do szpitala i w 25 tym miałam założony szew McDonalda .Urodziłam w 39 tyg.szew miałam ściągnięty w 36 tyg. Lekarz poinformował mnie ze w następnej ciąży będę musiała mieć profilaktycznie założony szew około 15tyg ciazy. Kazał od razu wspomnieć na pierwszej wizycie gdybym wybrała innego lekarza on zapisał wielkimi literami w mojej karcie SZEW W KOLEJNEJ CIAZY.Staramy się o kolejną ciaze ale nie wychodzi choć lek jest to pragniemy kolejnego dziecka aby nasz synek miał rodzeństwo.Pozdrawiam i trzymam za każdą mamusie kciuki.

  • Minnie

    Witam, Mialam zalozony szew w 27 tygodniu ciazy, gdy Lekarz zauwazyl ze juz mialam rozwarcie 1,5 cm, udalo mi sie utrzymac az do 37 tygodnia ciazy, po zdjeciu szwu pol dnia pozniej urodzilam zdrowa coreczke, i nadal boje sie zajsc w ciaze, bo nie dam rady ze musialabym lezec plackiem, a coreczka jest ruchliwa…. 🙁

      • Minnie

        Szkoda ze nie urodzilam blizniat 🙁 Z ta druga ciaza od dawna sie zwlekam 🙁 Jestem mocno przywiązana z coreczka, nie wyobrazam sobie gdy ktos z rodziny poza mojego meza zajmuje sie nia, moze jestem egoista ale nie potrafie oddac 🙁

          • Minnie

            Ma 2 lata i 4 miesiecy, juz chodzi do zlobka, a ja niedlugo wracam do pracy albo zajde w ciaze? Moj wybor. Mysle bez przerwy o tym, ale najpierw musze odstawic karmienie piersia bo ono powoduje skurcze, tak mowila ginekolodzka…

  • Vanillaframe

    Natknęłam sie na Twój artykuł leżąc w szpitalu w 24 tygodniu ciąży. Mam rozwieranie (pęcherzyk sie wpukla juz do szyjki) i skracanie szyjki. Planowany szew za 3 dni, bo z posiewu wyszło, ze mam infekcje w szyjce 🙁 i lecza mnie antybiotykami dożylnie.
    Ogólnie mam żal do mojej ginekolog prowadzącej. Bo szyjka zaczęła sie lekko rozwierac juz miesiąc temu, ale stwierdziła, ze będziemy tylko obserwować. Zawiodłam sie 🙁 mogła mnie skierować do szpitala na patologie juz wtedy i nie było tak wysokiego ryzyka poronienia jak teraz, gdy to rozwarcie jest naprawdę duże….
    Trzymajcie za mnie kciuki. Wpisy o tym, jak innym kobietom udało sie i donosiły do 37 tygodnia daje mi nadzieje… 🙂

  • agula

    Dzień dobry wszystkim.
    Ja aktualnie leżę w szpitalu. Jestem dzień po założeniu szwu. Jest to moja trzecia ciąża, 20t. W pierwszej ciąży miałam zakładany szew w chwili krytycznej która miała miejsce w 27 tc. Szew ściągnęli mi w 36tc a tydzień później mój syn był juz ze mną. Cały i zdrowy. Teraz lekarz (prof. Krasomski) nie czekał tylko skierował na zabieg. Drugą ciążę niestety poroniłam w 10 tc.
    Teraz czekam na wyjście do domu. Z nadzieją czekam na zdjęcie szwu oby nic po drodze się nie wydarzyło…

  • Patrycja

    Chciałabym podzielić się moją historią i jednocześnie dać nadzieję. Pierwszą ciążę przeszłam bardzo dobrze dlatego z mężem szybko zdecydowalismy się na drugie dziecko. Myślałam, że będzie tak samo ale niestety w 7 tyg jak tylko potwierdzono ciążę pojawiło sie krwawienie. W szpitalu stwierdzono poronienie zagrażające, dostałam luteine, duphaston i magnez. Dzidzie uratowano. Miałam brać leki i odpoczywać. Myślałam, ze na tym koniec problemów ale niestety w 17 tyg stwierdzono niewydolnośc szyjki. Kiedy przyjmowano mnie do szpitala stwierdzono, cytując słowa doktórki ” to wszystko jest już na poród”. Myślałam, ale jak to dopiero zaczelam.czuć moją dzidzie a już mam ja stracić. Wpadlam w rozpacz kiedy dowiedzialam sie, ze.szew założą dopiero w 20 tyg bo wcześniej w przypadku wystapienia skurczy nie mogliby podać kroplowki na skurcze bo po prostu nie zadziałałaby. Czekałam, leżałam cierpliwie i w 20 tyg założono szew. Bałam się strasznie tego zabiegu ale po.wszystkim czułam się bardzo dobrze. W 24 tyg lekarz powiedział mi ze jest lejek i kategorycznie mam leżeć. Od 17 tyg nic innego nie robiłam tylko leżałam, wstawałam do wc. Szew zdjeto w 38 tyg. Urodzilam.przez cc w 39+ 3 córeczkę. Wiele miesięcy zadręczałam się, każdego dnia myślałam, ze stracę dziecko ale na szczęście trafiłam na wspaniałego i troskliwego lekarza, który pomógł mi donosić ciążę.

  • K.

    Hej. W 23 tygodniu rozpoznano u mnie niewydolnosc szyjkowo ciesniowa i tydzien pozniej zalozono mi szew okrezny metoda mc donalda. Dzieki Bogu – teraz mam za soba 34 tygodnie i w końcu czuje sie bezpiecznie ! Od 23 tygodnia mam nakaz lezenia, ale znosze to dobrze bo przeciez jestem przy nadziei. 🙂

  • Magda

    22.10.2016 o g.20.20 przyszedł na świat mój Mały synek Oliwer….czas zgonu 20.20.. Miałam niewydolność szyjki rozpoznaną w 19 t.c., kiedy miałam juz rozwarcie na 4 cm (pęcherz uwypuklił się juz do szyjki) i skracanie szyjki. Nie miałam żadnych objawów środę 19.10 poszłam do ginekologa, ponieważ zauważyłam lekkie krwawienie, dwa tygodnie prędzej 6.10 byłam u niego z grzybicą po której zastosowałam Clotrimazol. Lekarz mnie badał wtedy ginekologicznie, ale nic nie zauważył, bądź nie sprawdził jak wygląda moja szyjka.. wydaje mi się ze juz musiała być rozwarta/skrócona, bo tak duże rozwarcie nie zrobiłoby mi sie w 2 tygodnie… Po wizycie 19.10 z 4 cm rozwarciem lekarz polecił mi szew awaryjny (szew McDonalda), który powiedział, że najlepiej będzie jak założy prof. Dębski lub ktoś z jego zespołu ze szpitala Bielańskiego w Warszawie.. o 18:00 19/10 wyszłam od lekarza a o 18:30 byliśmy z mężem w samochodzie i jechaliśmy 360 km do W-wy bo tyle mam km z mojego rodzinnego miasta na północy kraju..przez całą drogę leżałam z tyłu starając się trzymać nogi do góry.. o 22:00 byliśmy w szpitalu i 23:00 po zbadaniu, zostałam przyjęta na oddział, z kategorycznym nakazem leżenia, w czwartek 20.10 około godziny 10:00 rano założono m szew McDonalda. Powiedziano mi, że sytuacja była trudna musieli wepchnąć pęcherz płodowy z powrotem i założyć szew, ale sie udało. Do 18:00 w czwartek leżałam na sali pozabiegowej pod obserwacją dostałam antybiotyk. W piątek 21/10 leżałam już na swojej sali i wydawało się, że wszystko będzie ok. W sobotę około godz. 1:30 przyszły pierwsze skurcze, od razu podano mi nospę, magnez. Natknęłam sie na Twój artykuł leżąc w szpitalu i dodawał on mi otuchy, nawet jeśli mi się nie udało :(…Mam 40 lat i 2 synów 12 i 9 lat i z nimi nie miałam niewydolności szyjki, dlatego mam żal do siebie, że może za mało o siebie dbałam i że mogłam pójść do innego ginekologa, który regularnie sprawdzałby mi moją szyjkę, moze wczesniej załozyliby mi ten szew i dolezałabym reszte ciąży..dziś mam pogrzeb.. synek ważył 294 gram i mierzył 24 cm.. jest mi tak przykro i tak trudno się z tym pogodzić ..tak bym chciała cofnąć czas…w całej tej tragedii były momenty, które dawały nadzieję, ze dojachałam do W-wy, a przecież mogłam w drodze już zacząć rodzić, że założyli mi ten szew, a mogli już sobie podarować no i że w czwartek i w piątek było ok., skurcze przyszły dopiero w sobotę nad ranem…. jestem osobą wierzącą, cały czas modliłam się do Pana Boga łącznie z ludźmi z mojego kościoła, których o modlitwę prosiłam…. naprawdę wierzę, że Bóg może wszystko, ale widocznie On miał inne plany i ta myśl, że synek jest u Niego i że tu na ziemi zrobiliśmy wszystko, a jednak Pan Bóg go zabrał jest dla mnie pokrzepieniem ..pozdrawiam Magda

    • Estera Zoc-Firlik

      Jestem poruszona Twoją historią! Bardzo mi przykro mi z powodu straty – wiem, że będziesz dużo myślała o tym, co można było zrobić, staraj się jednak nie zadręczać. Jestem z Tobą myślą ❤ zawsze jest nadzieja!

  • niedoszłamama

    Madziu.. mnie również bardzo poruszył Twój wpis.. Bardzo bardzo mi przykro.. Ech jakbym czytała o sobie…z tym wyjątkiem, że u mnie NIE zrobiono wszystkiego.. Z tym się nie mogę pogodzić.. Choć po roku brania leków i ciągłej terapii w końcu pożegnałam Zuzie i dałam Jej odejść..
    Wiem, że żadne słowa w tym momencie nie ukoją Twego bólu.. Jedyne co mogę napisać to oklepane, ale bardzo prawdziwe..że czas i jeszcze raz czas jest potrzebny.. Przeżycie żałoby.. I ja wiem, że potrzebowałam minimum tego roku, żeby poukładać sobie to wszystko jakoś.. Wierzę, że Tobie też się uda!! I tak jak napisałaś, każdy ma zapisany gdzieś swój plan.. długo nie mogłam pojąć dlaczego ja… Ale teraz już wiem i świadomość tego pomogła mi iść małymi kroczkami do przodu:) Ściskam Cię mocno!!!

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *