Close
Jak zagłodziłam swoje dziecko. Nie popełnij moich błędów

Jak zagłodziłam swoje dziecko. Nie popełnij moich błędów

Wyobraź sobie kobietę, która poroniła czterokrotnie.

Która przeżyła pogrzeb swojego dziecka.

Wyobraź sobie, że zachodzi w ciążę po raz piąty.

I nie jest to błogostan, lecz niepewne odliczanie każdego kolejnego tygodnia.

Jak zagłodziłam swoje dziecko…

 

Wyobraź sobie, że codziennie robi sobie zastrzyk w brzuch i łyka garść tabletek. Ma zakaz współżycia i nakaz leżenia w łóżku. Odchodzi od zmysłów, ale powtarza sobie, że to tymczasowe i prowadzi (choć do końca nie wiadomo) do czegoś trwałego i nadrzędnego. Wydaje się, że jest w stanie zapłacić każdą cenę, byle przerwać błędne koło, byle położyć kres klątwie „niedokończonych istnień”.

I w końcu staje się to, co wydawało się niemożliwe – na świecie pojawia się wyczekiwana w wielkiej niepewności istota. Jest idealna – aż dziw bierze, że dojrzewała w tak wadliwym organizmie. Teraz każdy dzień dedykowany jest jej bezpieczeństwu i szczęściu. Teraz te wychuchane dziecię czeka świetlana przyszłość…

…wyobraź sobie, że ta sama kobieta nieomal doprowadza do tragedii. Kiedy uzmysławia sobie wagę zdarzenia, czuje się najgorszą matką na świecie. Wyrodną, patologiczną, ułomną. Nie może uwierzyć, że jest „sprawczynią”, że sama mogła skrzywdzić swoje dziecko. Nigdy tego nie zapomni i nigdy nie zostanie jej to zapomniane.

Pozwól, że przedstawię Ci ową kobietę: na imię jej Estera

 

Ponad dwa miesiące temu urodziła przez cesarskie cięcie swoje pierwsze i ostatnie dziecko. W szpitalu prawie od razu przystawili jej syna do piersi. Mały był senny i nie miał odruchu ssania. W pierwszej dobie od urodzenia personel tłumaczył to szokiem i zmęczeniem po porodzie. W drugiej, kiedy nadal spał przy piersi temperamentem dziecka. Po dwóch dobach matka dostała wypis, a synka wypuszczono z niewielkim spadkiem masy i żółtaczką fizjologiczną.

Problem z karmieniem nie znikał, po wizycie położnej okazało się, że w piersiach nie ma pokarmu i dziecko należy dokarmiać mlekiem modyfikowanym. Matka odczuwała głęboki, wewnętrzny sprzeciw wobec sztucznego pożywienia, więc nie rezygnowała z przystawiania syna do piersi. Po kilku próbach maleństwo zaczęło ssać – dumna z siebie matka odstawiła mieszankę.

Druga wizyta położnej potężnie zachwiała dobrym samopoczuciem kobiety. Dziecko było wygłodzone i znacznie straciło na wadze. Tego samego dnia pediatra oceniła stan noworodka jako krytyczny w związku z czym skierowała go do szpitala. W klinice podłączono małego do kroplówki i zastosowano fototerapię. Obligatoryjnie też zalecono karmienie sztucznym mlekiem i tzw. kontrolkę karmień. Ciągle jeszcze kobieta podejmowała próby przystawiania do piersi, zaczęła też ściągać pokarm. Dopiero wtedy zdała sobie sprawę jak znikoma jest jego ilość. Po zażegnaniu kryzysu po kilku dniach wyszli ze szpitala.

Jak do tego doszło? Jak matka mogła nie wiedzieć i nie widzieć, że z jej dzieckiem jest źle? Przede wszystkim dlatego że błędnie interpretowała jego zachowanie. Niewłaściwa interpretacja z kolei wynikała z braku doświadczenia i odpowiedniej wiedzy – tylko skąd takową ma czerpać pierworódka?

Nie popełnij moich błędów

 

Piszę więc te słowa, bo chciałabym, żeby inne kobiety nie musiały przeżywać tego samego. Bo wiem, że jest takich mam więcej, co, o zgrozo, mnie pociesza. Nie jestem jedyna, nie dość kompetentna i nie dość dobra dla mojego dziecka…

Droga przyszła mamo – jeśli Twoje nowo narodzone dziecko dużo śpi, nie wybudza się, żeby płaczem zakomunikować, że jest głodne to prawdopodobnie nie dlatego, że ma taki temperament. Jest to pierwszy sygnał, że dzieje się coś niedobrego. W moim przypadku głód Małego spowodował nasilenie się żółtaczki, która z kolei była przyczyną apatyczności, czyli braku płaczu i dużej senności. I co ważne, zażądaj, żeby położna środowiskowa przyszła z wagą – niestety nie każda przychodzi. Możesz też taką wagę wypożyczyć i na bieżąco monitorować czy masa dziecka rośnie, czy też spada. Jeśli dostrzeżesz jakiekolwiek problemy z karmieniem i przyrostem masy Twojego maleństwa szukaj wsparcia doradcy laktacyjnego – ja żałuję, że nie skorzystałam.

Dzisiaj mój syn wzorcowo przybiera na masie. Rośnie nam piękny i duży. Zdrowy jest i pełen werwy, widzę w nim ogromną energię i ambicję. Karmię go wyłącznie mlekiem modyfikowanym, choć jeszcze przez jakiś czas po owym kryzysie oszukiwałam się, że będę karmić piersią. I ciągle mam wyrzuty sumienia, że tego nie robię, że nie daję mu – tak jak obiecałam – tego co najlepsze. Możecie mnie nazywać wyrodną i leniwą matką, ale takiego stresu jak przy próbach naturalnego karmienia w życiu nie przeżyłam. I chyba po prostu już się nie przełamię.

A tutaj odsyłam do tekstu, który opublikowałam na Mamadu -> kliknij, i który był poniekąd inspirowany opisanymi powyżej wydarzeniami.