jak rozmawiać z kobietą która poroniła
Poroniłam

Jak rozmawiać z kobietą, która poroniła? Koniecznie przeczytaj

Nie masz pojęcia, co powiedzieć kobiecie, która poroniła? Przeczytaj proszę ten tekst!

Bywają sytuacje, kiedy brakuje nam słów. Czasem czyjeś cierpienie wywołuje w nas, oprócz współczucia, skrępowanie. Zwłaszcza, jeśli między nami, a tą drugą osobą nie ma bliższej więzi. Najczęściej klepiemy standardowe formułki, żeby pokazać, że nie jesteśmy obojętni wobec tragedii. Z doświadczenia wiem, że niektóre komentarze (niewinne z naszego punktu widzenia) mogą urazić bardziej niż brak reakcji.

Jak rozmawiać z kobietą, która poroniła?

Przede wszystkim opowiem Ci, co czuje niespełniona matka. Podzielę się skrawkami mojej historii, zacytuję też wypowiedzi bohaterek książki „Przerwane oczekiwanie. Poradnik dla kobiet po poronieniu”, której autorką jest Giorgia CozzaMożliwe, że te zwierzenia pozwolą Ci zrozumieć, jakie słowa lub reakcja jest właściwa w odniesieniu do kobiety, która straciła dziecko.

Pierwsze sygnały nadchodzącego nieszczęścia wywołują strach i niepokój.

Łzy same cisną się do oczu, bo wiesz, że skurcze i krew sygnalizują rzeczy ostateczne. A kiedy bada Cię kilku lekarzy, i każdy potwierdza ową ostateczną wersję wydarzeń strach się potęguje. Ciało dygocze jak w febrze, raz po raz wstrząsane spazmami. Wiesz, że za chwilę to usłyszysz, lekarz ogłosi swój werdykt zaczynając: Niestety, ale…

Wszystko, co dzieje się potem, nie pozwala oswoić się z sytuacją. W ułamkach sekund Twój status zmienia się nieodwracalnie: z przyszłej matki w ciało, wydalające inne ciało. Kiedy kilku różnych położników wsadza dłoń w Twoje łono i dosłownie w nim gmera, wiesz, że w tej chwili Twoja podmiotowość nie ma znaczenia.

Nie ma miejsca na pytanie: Co czuje podmiot liryczny, kiedy życie z niego uchodzi?

 

Wchodzimy do gabinetu i… od tej chwili wspomnienia zaczynają się zacierać. Pamiętam jedynie wielki strach! I ogrom rozpaczy. Nie słychać bicia serca dziecka! Badanie rejestruje jedynie skurcze, które przybierają na sile, lecz ja już nie czuję bólu. Zdaje mi się, jakbym była zawieszona  pomiędzy dwoma światami, nawet zdaje mi się, że spoglądam na siebie z góry, jak leżę na łóżku, zaraz zacznę płakać, a lekarze wchodzą i wychodzą, manipulując przy moim ciele w miejscu, które wcześniej uważałam za „święte”, a teraz nawet nie zdaję sobie sprawy z tego, że je „bezczeszczą”.

Fragment z książki „Przerwane oczekiwanie. Poradnik dla kobiet po poronieniu”, Giorgia Cozza

 

Dowiadujesz się, że musisz „urodzić” dziecko – jakkolwiek by to paradoksalnie nie brzmiało. Dostajesz oksytocynę. Skurcze się nasilają. Odchodzą wody płodowe. Jedziesz na operacyjną, żeby mogli wyłyżeczkować niedoszłe istnienie. Wszystko jest takie jałowe, jak medyczne przyrządy.

jak rozmawiać z kobietą która poroniła
Źródło: unsplash.com

A potem przychodzi otępienie. Może po znieczuleniu. A może to zmęczenie umysłu, który próbował zracjonalizować sytuację?

Personel pyta: pogrzeb czy utylizacja. To drugie, nie chcę pamiętać.

Wychodzę do domu.

Piersi nabrzmiewają. Są pełne pokarmu, bolą, przypominają.

Zostaję sama w domu.

Jestem w szoku. Nie spodziewałam się. Nie przypuszczałam. Owszem, zastanawiałam się jak będzie wyglądać moje życie, kiedy dziecko się urodzi. Nie zakładałam jednak, że jest rewers, jakaś równoległa rzeczywistość…

Czuję się oszukana. Bezsilna. Bezwolna.

Dlaczego to się stało?

Obwiniam się.

Analizuję.

Widzę kobiety w ciąży i zadaję sobie pytanie: Czemu one mogą, a ja nie?

Czuję się wybrakowana. Esterka-Usterka.

Jestem sama.

A potem słyszę: 

Szybko do siebie doszłaś.

Och, jak mnie zraniły te słowa.

Dla niektórych żałoba, depresja to coś widocznego gołym okiem. Czyjeś cierpienie odmierzają ilością wylanych łez, czernią ubrań, liczbą dni spędzonych w łóżku…

A to tak nie wygląda. To w ogóle nie wygląda. To jest cichy, niewidoczny, dożywotni towarzysz. Coś, co nie ma skali, i co nie daje o sobie zapomnieć.

Wartościowanie tego przez postronne osoby nie ukoi bólu. Nie jest żadną formą pocieszenia.


A potem rozmowy typu: myślicie o dzieciach? Kiedy dziecko?

Pomijam, że tego typu pytania z natury rzeczy są niestosowne. Niestosowne są tym bardziej, kiedy rodzice doświadczyli straty. Jeśli więc chcesz rozmawiać z kobietą, która poroniła, o dzieciach, które jeszcze może mieć – TO UGRYŹ SIĘ W JĘZYK!

Umniejszasz w ten sposób istnienie, które dla Ciebie być może nie ma wartości, a któremu niedoszła matka chce nadać szczególną rangę. Dlaczego to dla niej takie ważne? Bo ma na to wpływ. Bo ma nad tym kontrolę. Bo samo poronienie odziera z majestatu właściwemu cudowi życia. Bo inaczej odbiera się poród i wita nowo narodzonego obywatela, a inaczej poronienie w toku i martwy płód. Inne nazewnictwo, inna ranga wydarzenia, inne traktowanie. Kiedy rodzisz wszyscy Ci gratulują, nowina się niesie po świecie, jesteś dumną matką. Kiedy ronisz „wydalasz niedoskonały twór”, nikomu nie obwieszczasz „nowiny”, nikt nie wie jak z Tobą rozmawiać.

Robisz więc co możesz, żeby to wszystko, co się wydarzyło, miało znaczenie. Bo dla ciebie ma to znaczenie. To nie jest epizod, scena do wycięcia, coś, co można zastąpić czymś innym.

 

Pamiętam chwilę przed podaniem narkozy, pogaduszki pielęgniarek, które organizowały wyjście do pubu z okazji Dnia Kobiet. Ja nie miałam czego świętować, wiedziałam, że nikt nie będzie mógł zrozumieć mojego dramatu, dla wszystkich było to zdarzenie małej wagi, któremu łatwo można było, zaradzić, wystarczyło spróbować znowu i znów zaszłabym w ciążę.

W życiu nic się nie powtarza. To spektakl improwizowany, bez scenariusza, a gdy umiera jakiś bohater, schodzi na zawsze ze sceny i nie zastępuje się go kimś innym, jak w operze mydlanej. Ciebie już nie było i nawet gdyby los zechciał mi podarować kolejne dziecko, ty pozostałbyś niepowtarzalny.

Fragment z książki „Przerwane oczekiwanie. Poradnik dla kobiet po poronieniu”, Giorgia Cozza

 

 


Nie mów: Może tak powinno być, może byłoby chore czy Natura zadecydowała.

Kobiecie, która poroniła, mimo iż chce znać przyczynę, racjonalizacja tego, co się wydarzyło, nie pomaga.

Zresztą zrozumienie straty przez osobę, która jej doświadczyła, wymyka się poza granice umysłu. Tutaj rządzą emocje, a one podpowiadają, że stało się coś niespodziewanego i nieodwracalnego. Coś, czego nikt nie prognozował, a jednak się wydarzyło. A najbardziej boli świadomość, że nie dało się temu zapobiec. Nie ma znaczenia, że starałaś się właściwie odżywiać, regularnie się badałaś czy zmieniłaś styl życia.

I niezależnie od tego czy istnienie, które w sobie nosiłaś było niedoskonałe, nie niweluje to skali twojego cierpienia. Nie ułatwia też zaakceptowania sytuacji.

 

Jak naznacza życie fakt straty dziecka?

Nie trzeba nadużywać słów.

Nie mówcie kobiecie, która straciła dziecko, że będzie mogła mieć inne dzieci. Bo ona chciała tego dziecka, swojego dziecka, a nie będzie go miała.

Co pozostaje?

Zostaje mała dziura w sercu, którą starasz się wypełnić myślami, dającymi ci pocieszenie.

Myślisz, że ono jest w niebie i czuwa nad tobą.

Myślisz, że choć przez krótki czas byłaś z nim i je chroniłaś.

Potem w końcu pozwalasz, by czas, ten balsam, który zabliźnia najboleśniejsze rany, zrobił swoje. Dni, które następują jeden po drugim, według precyzyjnego tajemniczego porządku nakazującego ci zaczynać od nowa, okazują się twoim ratunkiem. Któregoś ranka budzisz się i czujesz, że wspominanie trochę mnie boli. Ból zamienia się powoli w ogromną czułość.

Jesteś moim dzieckiem i zawsze nim będziesz.

Dopóki cię nie zapomnę, nie przestaniesz istnieć.

Fragment z książki „Przerwane oczekiwanie. Poradnik dla kobiet po poronieniu”, Giorgia Cozza

 


Nie przywołuj statystyk i nie używaj słów typu: płód

Statystykami najczęściej posługują się lekarze. Być może łatwiej im w ten sposób rozmawiać z pacjentką, ująć w większą perspektywę jednostkowe wydarzenie. To jednak, że owe poronienie mieści się w jakiejś normie nie umniejsza bólu, nie przyczynia się do zrozumienia tego, co się stało. Odbiera za to znaczenie, sprawia, że kobieta czuje się sprowadzona do procentów, do liczb w tabelach. Dla niej to tragedia, osobisty dramat. Nie traktuje tego, co się wydarzyło w wymiarze ogólnym, nie tłumaczy tego naukowo. Jest jednostką, która czuje.

Jej dziecko to nie dane statystyczne, to istnienie, z którym jest związana na zawsze.

Nie mów też, że to jeszcze nie było dziecko, że to tylko płód. Nieważne jakie są odgórne ustalenia, nieważne co twierdzi religia czy nauka – ważne, co czuje matka. A większość kobiet, które dowiadują się, że są w ciąży traktują istnienie noszone w łonie jako dziecko. Traktuj więc jej uczucia z szacunkiem.

 

We wtorek, 1 lutego, już go nie było. Chciałam umrzeć razem z nim.

‚Lepiej się stało, może miało wady’.

‚Natura tak zdecydowała…’.

‚Będziesz miała jeszcze inne dzieci’.

‚To jeszcze nie był człowiek’.

Moje dziecko nie żyło, a ja nie mogłam go opłakiwać, bo ktoś, kto – jak ja – ma aniołka w niebie, nie spotyka się ze zrozumieniem. W sumie, to ja także nie myślałam, że ból po stracie dziecka w pierwszych kilku tygodniach ciąży może być tak ogromny. Jest to głęboka rana, wciąż otwarta, która, myślę, nigdy się nie zabliźni.

Fragment z książki „Przerwane oczekiwanie. Poradnik dla kobiet po poronieniu”, Giorgia Cozza

 

 

Co możesz zrobić? Jeśli jesteś blisko związana/y z kobietą – po prostu ją przytul.

 

Gesty znaczą często więcej niż słowa. Powiedz, że jest ci przykro.  Że nie potrafisz jej pocieszyć, ale gdyby potrzebowała twojej pomocy, to nie ma problemu – pomożesz na tyle, ile możesz. Zaproponuj rozmowę – jeśli nie teraz, to wtedy, kiedy będzie gotowa. W matkach, które straciły dzieci tkwi głębokie poczucie winy. Zamiast powiedzieć: Może tak miało być powiedz To nie twoja wina. Kobieta, która poroniła nie straciła płodu tylko dziecko. Powiedz: Twoje dziecko będzie zawsze nad tobą czuwać zamiast To nie było jeszcze dziecko. A jeśli przeżyłaś/eś to samo powiedz o tym. Świadomość, że nie jest się odosobnionym przypadkiem w jakimś stopniu pomaga. Długo myślałam, że ten problem dotyczy wyłącznie mnie (nie dosłownie oczywiście). Dopiero po kolejnych stratach, kobiety z mojego otoczenia otworzyły się przede mną. Okazało się, że takich historii jest znacznie więcej.

I tak, jak ciężarne lub świeżo upieczone matki tworzą często grupy wsparcia, tak te, które straciły swoje dzieci powinny się wzajemnie wspierać. Szczera rozmowa osób, których doświadczenia są w pewien sposób tożsame może mieć działanie terapeutyczne.

 

*Użyłam w tym tekście takich zwrotów jak: „ciało, wydalające inne ciało” czy „wydalasz niedoskonały twór” – nie obrazują one jednak mojego stosunku, a raczej są interpretacją zachowań osób, które osobiście nie doświadczyły poronienia (chodzi przede wszystkim o personel medyczny).

 

Poroniłaś? Zajrzyj do zakładki Poroniłam <- kilk – znajdziesz więcej tekstów napisanych przez osobę, która również doświadczyła straty.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *