Do Karpacza z niemowlakiem

Do Karpacza z niemowlakiem. Pierwszy raz z dzieckiem w górach

Kocham góry! Ten klimat, te piękne widoki co krok, otwartość i serdeczność mieszkańców południowej Polski, oscypki oraz ichnie piwo 🙂 Szemrzące strumyki, rwące potoki, skalne formacje, tradycyjną, góralską architekturę. Nie wiem czy jest coś, czego w górach nie lubię. Może tego, że nie mam ich tutaj, w Szczecinie, na miejscu 😉

Do Karpacza z niemowlakiem

 

Wakacje 2015 roku miały być pod znakiem Tatr. Podekscytowani odliczaliśmy dni. Bardzo czekaliśmy na ten urlop, chyba dwa lata. Okazało się, że poczekamy jeszcze dłużej. Ciąża nie pozwoliła mi na żadną aktywność, a tym bardziej na wędrówki po górach. Nie martw się, odbijemy to sobie – mówiłam do Męża. Kiedy T., pojawił się na świecie, po pierwszej euforii i ekscytacji, temat wyjazdu w góry powrócił. Wiedzieliśmy, że go sobie nie odpuścimy. Tylko jedno pytanie nas dręczyło: Na ile możemy sobie pozwolić z niemowlakiem?

CEL: KARPACZ

 

Uznaliśmy, że najbezpieczniej będzie wyruszyć w Karkonosze, które znajdują się stosunkowo blisko Szczecina (w porównaniu z Tatrami czy Bieszczadami 😉 ). Chodziło przede wszystkim o dystans, który musimy pokonać autem. Maluch niestety nie cierpi wszelkiego rodzaju zniewolenia, a za takowe uważa fotelik samochodowy. Oczywiście w planie były również postoje, wszak dziecko trzeba nakarmić, przewinąć i dać mu odetchnąć – ale chodziło również o to, żeby cała podróż nie była zbyt męcząca dla Małego.

Do Karpacza z niemowlakiem. Niemowlę w podróży
Postój na stacji benzynowej 😉

I chyba podróży autem obawialiśmy się bardziej niż wspólnych wędrówek po szlakach. Największym koszmarem okazały się jednak roboty drogowe, które ciągnęły się chyba przez 150 kilometrów, co znacznie wydłużyło jazdę z przewidywanych pięciu godzin do prawie dziewięciu. Zatrzymywaliśmy się trzykrotnie, zawsze przy jakiejś stacji benzynowej i rozkładaliśmy kocyk piknikowy. Mały, nakarmiony i przewinięty, miał wtedy chwilę na krótkie raczkowanie i przeciąganie. Gdyby nie roboty podejrzewam, że udałoby się nam dojechać z jednym postojem – byliśmy pod wrażeniem jak Synek dobrze zniósł podróżowanie.

NOCLEGI W WILLI ALASKA

 

W Karpaczu, naszym miejscu docelowym, zatrzymaliśmy się w Willi Alaska. Od razu uprzedzam – przy wyborze miejsca nie kierowaliśmy się kryterium: przyjazne dla dziecka. Dlaczego? Chyba po prostu nie potrzebowaliśmy dodatkowych udogodnień albo po prostu o nich nie myśleliśmy. Łóżeczko turystyczne, basenik, z którego postanowiliśmy uczynić wanienkę oraz podgrzewacz wzięliśmy ze sobą. W pokoju mieliśmy czajnik i lodówkę, czyli wyposażenie przydatne do przygotowywania posiłków dla Małego.

Z perspektywy czasu uważam jednak,

 

że znacznie wygodniej, kiedy akcesoria dla małego dziecka są już na miejscu. Przede wszystkim dlatego, że łatwiej jest wtedy załadować się do samochodu. Jadąc gdzieś z niemowlęciem musisz być przygotowany, że większość bagażu należy do najmłodszego w rodzinie, dlatego każdy dodatkowy, wolny centymetr jest na wagę złota 😉 A w naszym Fordzie Focusie, w którym pojemność bagażnika uszczupliła instalacja gazowa naprawdę ciężko zapakować całą trójkę w jakąś dłuższą wyprawę.

Do Karpacza z niemowlakiem
Którędy do Alaski?

Warunki na miejscu skromne, za to serca gospodarzy wielkie!

 

Nigdzie nie zostałam tak ugoszczona jak w Willi Alaska. I nawet nie chodzi o to, że czułam się jakoś specjalnie traktowana – to była po prostu niewymuszona życzliwość, która sprawiła, że czułam się komfortowo i swobodnie. Zawsze mogliśmy liczyć na uśmiech, miłą pogawędkę i cenne wskazówki dotyczące szlaków czy atrakcji w regionie. A już nasze serca podbiła gospodyni, która pewnego dnia, kiedy późno wróciliśmy ze Śnieżki, odgrzała nam zupę i naleśniki z obiadokolacji. Na nasze gorące i pełne wdzięczności podziękowania odpowiedziała: „No przecież nie mogę was zostawić głodnych, jak wróciliście z gór”. Dodatkowo, co dla niektórych może być minusem, willa położona jest na uboczu, blisko lasu. Dla nas po prostu rewelacyjnie! Nie przepadamy za zgiełkiem i jarmarcznym hałasem turystycznych miejscowości i zazwyczaj wybieramy zaciszne lokalizacje. Także umiejscowienie Alaski bardzo nam odpowiadało.

NA SZLAKU Z NIEMOWLAKIEM

 

Na szlaku znakomicie sprawdziło się nosidełko Mei-Tai – szybko i łatwo się zawiązuje, a ciężar dziecka bardzo ładnie się rozkłada. Mimo tego wspinaczka na Śnieżkę z dodatkowym obciążeniem nie należy do najłatwiejszych. Mąż niósł Małego, ja plecak z całym ekwipunkiem, z nieba lał się żar, a ze mnie pot 😉 Ciąża spędzona w łóżku i cackanie się z sobą po cesarskim cięciu nie wpłynęło zbyt budująco na moją kondycję.

Do Karpacza z niemowlakiem
Nosimy się 😉

Ale się udało! Wyprawa na Śnieżkę i z powrotem zajęła nam cały dzień, za to wróciliśmy wielce usatysfakcjonowani – daliśmy radę 🙂 A Mały jak pięknie spał do ósmej (normalnie śpi do 5.30 lub 6.00)! Górskie powietrze czyni cuda, jeśli chodzi o niemowlęcy sen 🙂

Do Karpacza z niemowlakiem
Zaokrąglone plecy mojego Męża to mały T. 😉
Do Karpacza z niemowlakiem.Na Śnieżce
Kapliczka na Śnieżce.
Do Karpacza z niemowlakiem.
Schodzimy ze Śnieżki
Do Karpacza z niemowlakiem
Przerwa na przytulańce 😉

Na kolejną większą wyprawę wybraliśmy się ze Świątyni Wang do Schroniska Samotnia. Prowadzi stamtąd tzw. droga transportowa, też raczej nie na wózek, więc Synek wylądował znowu w nosidełku. Samo miejsce niezwykle urokliwe, w sam raz na piknik na przykład!

Do Karpacza z niemowlakiem. Samotnia
Okolice Schroniska Samotnia.

Pogoda jednak była dość kapryśna, więc odpoczęliśmy w schronisku, a jak wyszliśmy słońce okazało nam łaskę i opromieniło drogę powrotną 😉

Do Karpacza z niemowlakiem
Piechury dwa :*

Świetnym miejscem na rodzinny wypad jest zapora na Łomnicy. Miejsce, które bardzo polubiliśmy, które nas urzekło, i do którego powracaliśmy w trakcie naszego pobytu w Karpaczu. Na zaporę spokojnie można udać się z wózkiem 🙂 oprócz malowniczych widoków, szemrzącej wody jest również punkt gastronomiczny, którego usytuowanie pozwala na konsumpcję w miłych okolicznościach przyrody.

Do Karpacza z niemowlakiem
Zapora na Łomnicy.

Obowiązkowo trzeba też zobaczyć Świątynię Wang. Zagospodarowanie terenu wokół tej sakralnej budowli tworzy uroczy zakątek idealny do uwiecznienia w fotograficznych kadrach. Zresztą, co w górach nie jest warte sfotografowania?

Do Karpacza z niemowlakiem
Cmentarz przy Świątyni Wang.
Do Karpacza z niemowlakiem
Wnętrze Świątyni Wang.
Do Karpacza z niemowlakiem
Wciąż Świątynia Wang 😉
Do Karpacza z niemowlakiem
Cmentarz przy Świątyni Wang.

A w drodze powrotnej podskoczyliśmy jeszcze do Świerardowa,

 

zaliczyliśmy Stóg Izerski (tym razem przemieszczając się kolejką gondolową), spacer po parku i deptaku. Powrót do domu zaplanowaliśmy na wieczór, na porę o której Mały zasypia, licząc na spokojną i płynną jazdę. Niestety dziecię miało zupełnie inny plan. Dzień pełen wrażeń przyniósł odwrotny efekt. Synek, owszem, był zmęczony, ale nie mógł zasnąć. Marudzenie przeszło w histeryczny płacz. Mało tego, Mąż skręcił nie tam, gdzie trzeba i wpakował się na autostradę w przeciwnym kierunku. Istny horror! Sytuacja była nerwowa i napięta. Małżonek wściekły, dziecko zrozpaczone, a ja między młotem i kowadłem, musiałam łagodzić burzowe nastroje 😉 Ostatecznie Mały zasnął, a my obraliśmy właściwy azymut i pod osłoną nocy wróciliśmy do domu.

Do Karpacza z niemowlakiem. Stóg Izerski

Do Karpacza z niemowlakiem
Paliwo 😉

WNIOSKI

 

Mimo obaw wyjazd był udany, choć diametralnie różnił się od naszych dotychczasowych wypraw we dwójkę. Przede wszystkim to dziecko decydowało jak spędzaliśmy dzień i na ile mogliśmy sobie pozwolić. Ważne było jego samopoczucie i nastrój. Nie robiliśmy nic na siłę, tylko uważnie obserwowaliśmy Malucha i na bieżąco dostosowywaliśmy się do sytuacji. Jeśli wybieraliśmy się w dłuższą trasę, dbaliśmy o częste postoje podczas których karmiliśmy Małego, przewijaliśmy i dawaliśmy czas na rozprostowanie kości 😉 O czym warto pamiętać? O odpowiednim ubraniu, kremie przeciwsłonecznym, i o czymś na insekty. Nie można sobie pozwolić na braki w ekwipunku, ponieważ na szlaku trudno o możliwość awaryjnego zaopatrzenia 😉

Cały nasz pobyt był nieco chaotyczny,

 

dlatego myślę, że warto wcześniej zrobić odpowiednie rozeznanie. Oczywiście z dzieckiem nie da się wszystkiego zaplanować, ale jakiś punkt odniesienia sprawi, że nie będziecie się kręcić w kółko bezsensu. Teraz, kiedy mamy we wrześniu zaplanowany wyjazd w Pieniny 🙂 zapoznaję się z trasami, szlakami i atrakcjami. Szukam takich, które będą dostępne dla naszej trójki. Chcę mieć kilka wariantów w zanadrzu, na wypadek jakichś awaryjnych sytuacji 😉

Co nam się nie przydało? Łóżeczko turystyczne! Mały nie chciał w nim spać i ostatecznie lądował z nami w łóżku 🙂 Za to bardzo przydało się nosidełko. Mój Mąż był nawet zaskoczony komfortem noszenia sześciomiesięcznego już berbecia i dzięki wyprawie w góry przekonał się do tej formy „dźwigania” dziecka 🙂

Jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości czy da się wyjechać na wakacje z takim małym dzieckiem, to jak najbardziej się da! Będzie to jednak zupełnie inna forma spędzania czasu niż ta, do której przywykliście. Prawda jest taka, że to mały boss dyktuje warunki 😉 Nie jest to jednak wystarczający powód, żeby rezygnować z wakacyjnych wyjazdów.

Może zainteresuje Ciebie nasza wyprawa w Pieniny? <- klik

A Wasze dzieci? Kiedy pierwszy raz wyjechały z Wami w poważną podróż?

 

  • My błędnie rozumowaliśmy z meżem i co roku jeździliśmy z młodą nad morze, ale skończyliśmy z tym! Rownież kochamy góry i steskniliśmy się za nimi 🙂 W tym roku były tatry, rok temu Góry Stołowe i wiesz co, jak się chce to się uda, z dzieckiem w każdym wieku, wystarczy odpowiednie nastawienie 🙂

    • Tak, też tak myślę 🙂 odowiednim nastawieniem można dużo zdziałać :-)i stosownie się przygotować 😉

  • Piękne zdjęcia!
    Cieszę się, ze trafiłam na ten Twój wpis, bo właśnie ostatnio kusi mnie, żeby się wybrać w tamte rejony. Choć, gdy na co dzień mieszka się w górach, to trudno zebrać się do wyjazdu… w góry 😉

    • Dziękuję 🙂 Chyba tak samo mają ludzie, którzy mieszkają nad morzem 😉

  • Nasza córka miała 6 miesięcy jak pierwszy raz z nią wyjechaliśmy. I też do Karpacza 🙂 Zresztą często tam jeździmy, bo mamy blisko, tak więc patrząc na Twoje zdjęcia od razu mam mnóstwo wspomnień 🙂

    • W ogóle Karpacz dobrze się sprawdza dla rodzin z dzieckiem 🙂

  • Dwa tygodnie temu wjechałam wyciągiem krzesełkowym na Kopę i stamtąd miala wejść na sam już tylko szczyt Śnieżki. Jednak wstyd sie przyznać, ale spanikowałam (mam lęk wysokości) i nie weszłam. Wstyd tym większy, że mijaly mnie małe dzieci, które wyluzowane szły sobie w stronę szczytu

    • No tak, okazuje się, że dla dzieciaków to pestka. Na pociechę dodam, że odważniejsza byłam jako dziecko, teraz mam więcej lęków i oporów 😉

  • Nigdy nie byłam w Karkonoszach. Muszę nadrobić. A z niemowlakiem można naprawdę wiele, jak się człowiek dobrze zorganizuje i ma pozytywne nastawienie. My, gdy córka miała 4 miesiące, wyjechaliśmy w Tatry i mała „zdobyła” Morskie Oko jadąc sobie w zimowych saniach z taką gondolą na miśku i z nieprzemakalnego materiału, bo to był luty. 😀

    • Jest całkiem przyjemnie, może nie tak spektakularnie jak w Tatrach, ale też są piękne widoki 🙂 jestem pod wrażeniem Waszej wyprawy, piękne wspomnienia zapewne macie 🙂

  • Ola

    Karpacz to moje ukochane miejsce od 6 lat jeździmy tam do Sandry na Wielkanoc. Nie mogę się doczekać by zabrać tam mojego młodego kawalera, ale to za rok. By tradycji stało się zadość 🙂

    • Coś w tym jest, że chce się pokazać dziecku swoje ukochane miejsca 🙂

  • Pingback: W Pieniny z niemowlakiem – Firliki()

  • Pingback: Zostaniesz mamą? Musisz to wiedzieć! – Firliki()

  • Pingback: Zostaniesz mamą? Musisz to wiedzieć! | Firliki()

  • Pingback: Pieniny z niemowlakiem - firlikowe wrażenia z podróży | Firliki()