Kilka powodów dlaczego lepiej podróżuje się z roczniakiem niż niemowlakiem

Dlaczego lepiej podróżuje się z roczniakiem niż niemowlakiem?

Podróżowanie z niemowlęciem jest jak najbardziej możliwe. Kwestia odpowiedniej organizacji i ułożenia wszystkiego „pod dziecko”. Lepiej jednak podróżuje się z roczniakiem niż niemowlakiem! Dlaczego?

ROCZNIAK SIEDZI JUŻ STABILNIE

To znaczy starsze niemowlę też, ale na przykład nasz Syn dosyć późno zaczął siadać. W praktyce, w czasie posiłków, siedział najpierw na moich kolanach, a potem Męża – tak, żeby każde z nas mogło zjeść we względnym spokoju 😉 Nie była to jednak komfortowa sytuacja ani dla Małego, ani dla nas. Dzieciak się wiercił i denerwował, że nie może zrzucić czegoś ze stołu 😉 My natomiast jedliśmy pośpiesznie, w nieco nerwowej atmosferze. Jakim wybawieniem była dla nas możliwość posadzenia T., w krzesełku! Mały siedział grzecznie i wcinał swoją porcję, a ja i Mąż mogliśmy bezstresowo przeżuwać swoje dania 😉 Kolejna kwestia: niemowlę ma dość ograniczoną dietę natomiast…

 

…ROCZNIAK JE CORAZ WIĘCEJ RZECZY, KTÓRE JEDZĄ DOROŚLI

Kiedy T., był niemowlęciem kolejność działań była taka, że najpierw on najadał się w hotelowym pokoju swoim mlekiem bądź jakąś papką, a dopiero potem schodziliśmy do jadalni. Podczas ostatniego naszego wypadu byliśmy w stanie zsynchronizować nasze posiłki ponieważ Mały spokojnie mógł zjeść to, co oferowała hotelowa kuchnia. Jaki to jednak komfort i oszczędność czasu 😉

ROCZNIAK ZACZYNA JUŻ CHODZIĆ

Dla nas ta nowa umiejętność naszego Syna była wybawieniem. Bywało, że spacery kojarzyły się nam z jakąś katorgą! Antywózkowe nastawienie Małego sprawiło, że znacznie skróciliśmy nasze eskapady. A to w obawie przed wędrowaniem z płaczącym dzieckiem (bo noszenie ważącego prawie dziewięć kilo niemowlaka zdecydowanie nie wchodziło w grę). Wypad do Rewala z ponad rocznym T., przebiegał w bardzo harmonijnej atmosferze. Maluch, kiedy miał ochotę dreptał z nami, kiedy natomiast brakowało mu sił w małych nóżkach z wdzięcznością przyjmował przejażdżkę wózkiem 😉 W końcu mogliśmy spacerować do woli 🙂

ROCZNIAK O WIELE LEPIEJ KOMUNIKUJE SWOJE POTRZEBY

Cóż, niemowlę zazwyczaj wymienne stosuje płacz lub śmiech. Roczne dziecko, takie jak nasz T., umie dość dobitnie powiedzieć „NIE” (nie masz wtedy żadnych wątpliwości, że coś mu nie pasuje), zawoła „AM”, kiedy jest głodne albo będzie stękać: „Eeee”, dając Ci do zrozumienia, że potrzebuje Twojej pomocy. Co z kolei powoduje, że kiedy jesteś poza domem, na szlaku, gdziekolwiek – łatwiej sprostać potrzebom malca. Poza tym po roku znasz już swoje dziecko znacznie lepiej niż po półroczu 😉

ROCZNIAK JEST CORAZ BARDZIEJ MOBILNY I CIEKAWY ŚWIATA

A podróż może poznawczo zaspokoić Twoje dziecko! Mnogość bodźców już tak nie wytrąci z równowagi roczniaka jak niemowlaka, a wręcz przeciwnie: będzie mogło rozwinąć skrzydła, a także ugasić pragnienie nowości. Dla rodziców takiego brzdąca to ulga, kiedy może przekierować jego uwagę na coś innego niż oni sami 😉

  • Wiesz u nas bylovtak,ze poki Zuza byla niemowlakiem i karmilam piersia byl luz. Ale od kiedy zaczela chodzić nie bylo mowy o normalnej podrozy. Obecnie ma 2 lata i jest hardkorowo,po prostu. Co tu wiecej mówić 😄

    • A to mamy odmienne doświadczenia 😉 Chociaż zaczynam zastanawiać się nad taką smyczą dla dzieci 😉

      • Paulina Budzynska

        Mój synio ma półtora roku i jest zdecydowanie łatwiejszy w obsłudze, przynajmniej jeśli chodzi o podróże. Przy karmieniu piersią faktycznie jest mniej problemów, ale jeśli trzeba przygotować mleko modyfikowane lub, później, te nieszczsne papki, to to już jest prawdziwa katorga. W zeszły weekend byliśmy nad morzem i było naprawdę super. W hotelowym pokoju czuł się jak w domu, wybiegał się na plaży, czas drzemki wykorzystaliśmy na zwiedzanie, a jak się obudził to po prostu szedł obok (fakt, trochę uciekał, ale to akurat leży w naturze każdego małego eksploratora). W restauracji jadł sam ze swojego talerza, to, co my lub coś z menu dla dzieci. Normalnie jakby dziecka nie było! I nie mówię, że jest jakimś idealnym dzieckiem, bo też czasem się nudzi czy ma „chimerka”, ale wystarczy znaleźć plac zabaw i znowu wszyscy są szczęśliwi.
        Już nie mogę się doczekać wakacji!

        • To dokładnie jak u nas 🙂 a przed nami pierwsza wyprawa pod namiot i pierwszy lot samolotem – też nie mogę się doczekać 🙂

      • OMG tez o tym mysle 😱😱😱

  • Nasze maleństwo ma dopiero lekko ponad 3 tygodnie, ale wierzymy że wda się w rodziców i chętnie będzie podróżował. Póki co współpracuje! 🙂 Mam nadzieję, że będąc roczniakiem zakwalifikuje się do tych lubiących eskapady.

    • Takie mam wrażenie, że dzieci lubią podróżować, nawet takie malutkie 🙂 Myślę więc, że są dobre rokowania 😉

  • Zgadzam się zdecydowanie, że lepiej z roczniakiem. Wszystkie za, które wymieniłaś – podpisuję się pod nimi. Przechodziłam to 3 razy i mogę powiedzieć nawet, ze nie za bardzo lubię wyjeżdżać z młodszymi niż roczek. Często bywało tak, ze i ja byłam zmęczona i maluch tez niezbyt zadowolony, wiec…

    • To miejmy nadzieję, że tendencja jest zwyżkowa i z każdym rokiem będzie tylko lepiej 😉

  • Jako mam dwójki dzieci z mała różnicą wieku mogę powiedzieć, że najlepiej podróżuje się z dzieckiem, które chce jeździć w wózku (od urodzenia do ok 3 lat). Wkładasz malucha i możesz zwiedzać, przemieszczać się tam gdzie Ty chcesz. Później jest już większe zainteresowanie placami zabaw i wciąż słychać „nie mam już siły”, „bolą mnie nogi”.

    A co do roczniaka to faktycznie łatwiej z takim niż z noworodkiem.

    • Troszkę się obawiam tego etapu „nogi mnie bolą” i „daleko jeszcze?”, podróż z dzieckiem będzie wtedy prawdziwym wyzwaniem 😉

  • Wszystko zależy od dziecka i tego co lubi i jak jest przyzwyczajane. Nasz drugi maluch jak miał 5 miesięcy to spał z nami w namiocie na campingu nad Bałtykiem i było super. A zamiast wózka na dłuższe spacery preferujemy nosidełko turystyczne, młody (teraz ma 2 lata) chętnie w nim ogląda świat/śpi/gada jak już się zmęczy na własnych nogach. A starszak (ma 5 lat) bez problemu przechodzi 16km czy zdrapuje się na górskie szczyty (z Babią Górą włącznie) 😉 Ale to wszystko zależy od dziecka 🙂 Pozdrawiam

    • To prawda, dziecko dyktuje warunki 😉 my z naszym mamy teraz w planach wypad pod namiot oraz pierwszy raz lot samolotem 🙂 Jestem podekscytowana, bo nie wiem jak przyjmie to Mały, ale myślę, że będzie ok 🙂

  • O widzę, że Trzęsacz i okolice jest równie urokliwy zimą, co latem 🙂 To prawda, o wiele wygodniej podróżuje się z nieco starszym dzieckiem,
    Choć nastroje się wahają – jak się nie zapanuje nad (już) kilkulatkiem, zwiedzanie może być wyjątkowo uciążliwe. Moi rodzice dali się wpakować w pułapkę straganów i wszystkich „bujaków” za 2zł, choć prosiłam ich, żeby nie wydawali każdego grosza na małego, ale cóż poradzić. Wnuk to wnuk, należy rozpieszczać 😉 Na szczęście ten etap w miarę szybko przechodzi. Uff.

    • Powiedziałabym, że nawet bardziej 😉 ale to dlatego, że nie przepadam za tłumami w sezonie 😉
      Mój maluch ma prawie półtora roku, więc jeszcze wszystko przed nami 😉

  • Z podróżami to ciężko bo młodego babcie regularnie straszą swymi uśmiechami wstrętnymi…

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Zgadzam się – pierwszy rok pod kątem podróży był najtrudniejszy. Teraz też oczywiście zdarzają się różne „wpadki” i nieprzewidziane sytuacje – ale jednak rocznika, światła czy trzymają już zdecydowanie łatwiej zrozumieć i ogarnąć – oraz dodatkowo podyskutować z nim o jego wrażeniach z wyjazdu 🙂

    • O właśnie, pogadać o wrażeniach z wyjazdu – to będzie naprawdę fajne 🙂

  • Mnie jednak, z mojej perspektywy, wydaje się, że z niemowlakiem łatwiej: lepiej śpi w podróży, mleko Mamy robi za każdy posiłek, fotelik samochodowy jest jednocześnie nosidełkiem, są też nosidła typu mama kangurzyca. Tylko ilość bambetli niemowlęcych mnie zawsze przerażała w kontekście podróży 😉

    • U nas akurat ze spaniem bywało różnie 😉 ale wiadomo, każde dziecko jest inne 😉

  • Anna Nems

    a ja myślałam, że jest na odwrót! Dodałaś mi odwagi, żeby w końcu ruszyć się z domu. Dziękuję!

    • Super! W takim razie trzymam kciuki 🙂

  • To prawda, w zeszłym roku na wakacjach byliśmy z 4 miesięcznym maluchem. Delikatnie mówiąc było ciężko. W tym roku maluch będzie już sporo starszy, liczymy na to, że chociaż pobudki nie będą o 4 rano 🙂

    • Ojej, to „wesoło” mieliście 😉

  • Super dzieciaczki

    Mi osobiście łatwiej było z niemowlakiem 🙂

    • To super 🙂 mam nadzieję, że z czasem nie było gorzej 😉

      • Super dzieciaczki

        Jeśli chodzi o samą podróż to zrobiło się gorzej, gdy córka dostała choroby lokomocyjnej, ale jak już dojechaliśmy to było ok.

  • Karolina Jarosz Bąbel

    Nam lepiej się podróżowało jak Alex był malutki ponieważ przesypiał całą drogę, teraz ma pół roku i 3 godziny w aucie (oczywiście z postojami) bywają nie do wytrzymania 😉

    • Podejrzewam, że co dziecko to inne doświadczenia i wrażenia 😉

  • Ależ piękne zdjęcia. ojeja..cudowne. No widzisz, a ja najlepiej wspominam podróże z malusieńką Martą. Zjadła, zasnęła, strzeliła kupę, zjadła, zasnęła już. Restauracja zawsze pod ręką. Po kilku skuchach wytrenowałam nawet zabieranie minimum rzeczy ze sobą, tak żeby nie wyglądać jak wielbłąd. Wiesz, zawsze na „w razie czego”. Później też było cudownie, pomijając ten czas, kiedy pobyt wiązał się prawie wyłącznie z tym, że trzeba było za nią ganiać, bo wchodziła w każdą dziurkę i zakamarek. Ale powiem Ci tak: trudno, łatwo, średnio…nie ważne. Boże, to najpiękniejsze chwile, jakie będę wspominać siedząc za czterdzieści lat w fotelu. Teraz, kiedy ma już 8 lat, wszystko wygląda już zupełnie inaczej. I też jest cudownie. Najważniejsze, żeby jeździć, ruszać się, przemieszczać. Żeby ten malec miał od samego początku nawyk zwiedzania, poznawania nowego, odkrywania innego świata niż codzienność. Ściskam mocno

    • Dziękuję 🙂 masz rację, ruch, zmiana otoczenia jest ważna – widzę to po swoim małym. Moja kuzynka była pod wrażeniem, że taki mały, a bardzo szybko odnajduje się w nowych warunkach 🙂 Ściskam również ❤

  • Mama Tosiaczka

    U nas było zupełnie inaczej. Jak synek miał rok, podróż i pobyt to była jedna wielka tragedia. Rok temu bylismy na Mazurach. Juz sama podróż to byla jedna wielka nerwówka. Płacz, wrzaski.i wyrywanie się z fotelika. Na miejscu nie bylo lepiej. W nocy pobudki prawie co godzinę (teraz też nie przesypia nocy),. Dobrze że gospodaeze byli w porządku. Nic nie mogliśmy zwiedzić bo był jeden wielki wrzask.W końcu bylo tak, że wychodziliśmy na zmianę. Raz ja wychodzilam coś zobaczyć a mąż zostawał w pokoju z małym, a raz on wychodził. Zdjęć mamy mało. Tylko wydaliśmy niepotrzebnie pieniądze które oszczędzaliśmy prawie rok.To były chyba najgorsze wakacje.Myśleliśmy że wrócimy wypoczęci a było jeszcze gorzej.Droga powrotna do kolorowych nie należała a i tak wróciliśmy wcześniej niż planowaliśmy. W tym roku nawet nie planowaliśmy wakacji…

    • Ojej, współczuję Wam takich doświadczeń! Rozumiem, że na samą myśl o wspólnym wyjeździe niemiłe wspomnienia wracają. Z drugiej strony nie można rezygnować…a robicie jakieś krótsze wypady?