Czy Ty też tak masz?

Czy Ty też tak masz?  Że nie ogarniasz, nie widzisz efektów swojej pracy i masz poczucie zapętlenia, syzyfowego wysiłku, bezproduktywności? Wkładasz dużo wysiłku w, na przykład, utrzymanie porządku, ale efekt jest mizerny?

Czy Ty też tak masz? Że czujesz się najgorszą matką świata, choć stale jesteś przy swoim dziecku, ciałem i duchem, w chorobie i radości, we śnie i na jawie, w nocy i we dnie, na dobre i na złe? Choć dmuchasz w za gorące jedzenie, choć całujesz w bolące miejsce, choć serce Ci krwawi, kiedy dziecko cierpi?

Czy Ty też tak masz? Że czasem masz ochotę wysłać z misją na Marsa własne dziecko? Sprzedać, a właściwie oddać za darmo byle nie słyszeć płaczu, marudzenia i kwilenia? I patrzysz czasem na te małe ciałko, i zastanawiasz się: Co za dziad złośliwy tam zamieszkał?

Czy Ty też tak masz? Że lada moment eksplodujesz, zaczniesz bić głową w mur, wykrzyczysz całą swoją złość, bezsilność i frustrację? Para zaraz buchnie z uszu i nozdrzy i jeśli akurat ktoś wejdzie Ci w drogę może z tej konfrontacji nie wyjść cało?

Czy Ty też tak masz? Że nie poznajesz własnego ciała, zazdrośnie łypiesz na matki, które mają figurę nieródki? Wszak utrzymałaś prawidłową wagę w ciąży, a potem wróciłaś do liczby sprzed…coś jednak się zmieniło, świadczą o tym niedopinające się spodnie oraz fakt, że niechętnie oglądasz się w lustrze…

Czy też tak masz? Wkładasz mnóstwo energii i pracy w opiekę nad dzieckiem, starasz się dać mu jak najwięcej, pilnujesz by prawidłowo się odżywiało, obserwujesz czy jego rozwój przebiega harmonijnie, delikatnie stymulujesz i wpajasz podstawowe zasady funkcjonowania w społeczności, a otoczenie widzi tylko Twoje potknięcia i niedoskonałości? Pytają tylko: A czemu tak robisz? Wiadomo, inni wiedzą lepiej, co jest dla Twojego dziecka dobre…

Czy Ty też tak masz? Że płaczesz z bezsilności, bo nie masz chwili (i to dosłownie) dla siebie? Chodzisz rozmemłana po domu, potykasz się o zabawki, ścierasz po raz enty pozostałości po jedzeniu, wzdychasz na widok rosnącej sterty naczyń? I tak się złożyło, że akurat Twoje dziecię ma gorszy dzień i nic nie jest w stanie je zaspokoić ani uspokoić? A Ty marzysz, żeby choć chwilkę położyć się w ciszy i spokoju, pobyć z myślami sam na sam…

Czy Ty też tak masz? Czujesz w sobie ogrom złej energii skierowanej ku dziecku, choć tak naprawdę nie jest niczemu winne. Winna jesteś Ty, bo nie potrafisz zaufać nikomu innemu, jesteś przekonana, że najlepiej zaopiekujesz się dzieckiem i robisz wszystko sama. Masz pretensje do męża, dziecka, świata, ale nie potrafisz odpuścić. Wiesz, że musisz, bo nie chcesz, żeby Twój potomek widział Cię wiecznie z grymasem na twarzy…

Czy Ty też tak masz..?