Close
Czy blogerzy kształtują rzeczywistość?

Czy blogerzy kształtują rzeczywistość i mają coś do powiedzenia?

Podobno blogerzy rosną w siłę. Podobno z ich zdaniem należy się liczyć i o dobre słowo zabiegać. Mówi się też, że na blogowaniu można zarobić, wybić się, zrobić karierę.

I faktycznie, coraz większą siłę przebicia mają ludzie, którzy za pośrednictwem bloga dzielą się swoją pasją. Ich sukcesy przekładają się z kolei na dużą popularność tego rodzaju aktywności. I nie są to już, jak to się kiedyś wydawało, osobiste wynurzenia, zapiski z życia prywatnego, publiczne wywlekanie flaków. To coś znacznie więcej, bo pisać można o gotowaniu, dzierganiu, matkowaniu, podróżowaniu czy bieganiu. Co tam pisać! Można malować, fotografować czy filmować i wszystko to potem na swoim blogu publikować. Nie ma w tym zakresie żadnych ograniczeń.

Niby fajnie, ale ta wolność, ta przestrzeń dla radosnej twórczości generuje ogromną ilość błahych, nijakich tworów-potworów.

Razi nie tylko brak stylu, drewniany język, nieznajomość ortografii i interpunkcji czy nieporadna składnia. Zatrważa również brak konceptu, osobowości i oryginalności. A co gorsze, często te „wytwory” klecone są pod publiczkę, dla lajków, dla fałszywego poczucia, że jest się czytanym lub oglądanym.

W sumie nic to mi do tego, bo w końcu wolność słowa mamy i w ogóle, ale…ale podobno blogerzy mają wpływ na kształtowanie opinii. Dla niektórych są wyrocznią, wzorem do naśladowania, przedmiotem uwielbienia. I jeśli faktycznie tak jest, to „rośnie” nam bezpłciowe społeczeństwo niechlujów i ignorantów, ślepo podążające za modą. Brrr…

Ejże, swoje gniazdo kalasz! – może ktoś zakrzyknąć i byłaby w tym wykrzykniku jakaś słuszność.

Musisz jednak wiedzieć Czytelniku, że na sobie również nie zostawiam suchej nitki. Bywa, że piszę jeden post tygodniami. Dlaczego? Ważę każde słowo. Nie, nie chodzi o cenzurę, o obawę, że komuś się nie spodoba co napiszę lub pisanie pod publikę. Sprawdzam czy mój wywód jest logiczny, czy nie ma literówek, powtórzeń i innych błędów językowych. Czytam często na głos, bo wtedy również wychwytuję błędy, ale także sprawdzam jak mi się ów tekst komponuje fonicznie. Czasami skanuję post od kilkunastu do kilkudziesięciu razy!

Tematyka – wyłącznie bliska memu sercu. Nie robię researchu, nie szukam tematów, które dobrze się czytają, i które są pewniakiem. Nie wynika to wcale z ignorancji ani braku szacunku dla czytelnika. Wręcz przeciwnie! Uważam, że tylko to, co naprawdę myślę i czego doświadczyłam osobiście ma rację bytu. Przede wszystkim dlatego, że jest autentyczne. Myślę, że w dzisiejszych czasach to rzadkość. I niestety marnie się sprzedaje.

Zdjęcia – nie jestem fotografką ani nawet samoukiem. Ale uznałam, że tworzę to miejsce od początku do końca. Z tego też powodu staram się robić zdjęcia sama. To, co widzicie na blogu, to w większości przypadków „dzieła” mojego autorstwa. I choćby nie było perfekcyjnie, to przede wszystkim musi być po mojemu. Piszę nie dla tysiąca lajków, piszę bo mogę, bo chcę, bo lubię. Rezonans jest kwestią drugorzędną, lecz oczywiście ważną, ponieważ nie bloguję wyłącznie dla siebie. Dlatego, Drogi Czytelniku, jeśli doceniasz to, co robię, proszę pozostaw po sobie jakiś ślad 😉