Close
co się zmieniło w moim życiu odkąd zostałam mamą

Co się zmieniło w moim życiu odkąd zostałam mamą

Dzieciaci bezdzietnym powtarzają jak mantrę, że dziecko zmienia życie o 180 stopni. Czy się z tym zgadzam, teraz kiedy znalazłam się po drugiej stronie barykady? I tak, i nie. Pewne rzeczy są inne niż przedtem, ale nie czuję, żeby w moim życiu dokonała się jakaś rewolucja.

Co się zmieniło? A na przykład to:

Co się zmieniło w moim życiu odkąd zostałam mamą?

Ludzie są dla mnie uprzejmi.

Ale pod warunkiem, że idę z wózkiem! Urodzenie dziecka nobilituje, stajesz się pełnowartościowym członkiem społeczeństwa, a to z kolei wiąże się z przywilejami. Spodziewaj się zatem życzliwego kierowcy, który wstrzyma sznurek pojazdów za nim lub pomocnych rąk, które wniosą wózek czy przytrzymają drzwi. Nie masz dziecka – nie zasługujesz na szczególne traktowanie.

Jestem empatyczna do potęgi entej.

To znaczy zawsze byłam, nie zrozumcie mnie źle. Żal mi było wszystkich, których dotknęło nieszczęście. Teraz jednak moje współodczuwanie sięgnęło jakichś niebotycznych rozmiarów. Ja już po prostu nie mogę oglądać niczego smutnego, bo bankowo będę wylewała krokodyle łzy. I to nawet nie jest tak, że uronię łezkę i koniec. O nie! Wpadam w jakąś otchłań bez dna, rozpacz mnie rozdziera na tysiące małych kawałków. A jeszcze jak pomyślę, że to samo mogłoby spotkać moją rodzinę – jestem stracona!

Płaczę nad wyraz często.

Zdaje się, że efektem ubocznym urodzenia dziecka jest uszkodzenie kanalików łzowych. Powody dla których łzawię bywają czasem błahe, czasem absurdalne, czasem niespodziewane. Płaczę, bo dziecko płacze. Płaczę, bo dziecko się uśmiecha. Płaczę, bo Mąż powiedział o jedno słowo za dużo. Płaczę, płaczę i płaczę, jakbym znała tylko jeden sposób na okazywanie emocji.

Jestem na cenzurowanym.

Nigdy wcześniej nie rozkładano na czynniki pierwsze moich decyzji i zachowań. Nigdy wcześniej nie przyglądano mi się z taką uwagą. Kiedy byłam bezdzietną mężatką – nawet jeśli wydawało mi się, że jest inaczej – mogłam robić co mi się żywnie podoba. Jeśli ktoś mnie oceniał, to jakoś dyskretnie, za plecami. Teraz…teraz wszystko co robię, a co wiąże się z opieką nad dzieckiem nie jest tylko i wyłącznie moją sprawą. Bo dziecko to dobro publiczne, bo wszystkie dzieci nasze są – dlatego każdy ma prawo oceniać matkę i swoje trzy grosze, a nawet więcej, dorzucić.

Pracuję 24 godziny na dobę przez siedem dni.

Jeśli kiedyś wydawało mi się, że za dużo pracuję, to najzwyczajniej w świecie nie byłam matką 😉 Mój mały szef wymaga ode mnie elastyczności i dyspozycyjności, dużej dozy cierpliwości i uśmiechu stale przylepionego do twarzy. Niesubordynacja karana jest niepowstrzymanym atakiem płaczu, przypominającym kwik zarzynanego prosiaka. Za to jeden uśmiech bossa i jakoś łatwiej przełknąć, że odpocznę chyba dopiero na emeryturze.

Dni tygodnia dla mnie nie istnieją.

To znaczy zawsze jest poniedziałek, a piątku nigdy nie ma. Pory dnia zaczynają się zlewać, a harmonogram który obowiązywał przed urodzeniem dziecka ulega dekonstrukcji. Jedynym wyznacznikiem jakiejkolwiek regularności i powtarzalności jest karmienie dziecka. A tak poza tym to wieczna improwizacja! Co ma swój urok, zwłaszcza, jeśli nie przepadasz za rutyną.

A Ty? Jak bardzo dziecko zmieniło Twoje życie?