Apetyt na rozwój, czyli nie tylko brzuch mi rośnie

Brzuch rośnie, stanowiąc zupełnie autonomiczną, a jednocześnie integralną składową mojego jestestwa. Patrzę i patrzę, i nie mogę się nadziwić. To są jednak niesłychane rzeczy 😉 Uruchamiam swoją wyobraźnię podbudowaną obrazami z USG i zdjęciami z internetów i wizualizuję sobie zawartość mojego brzuszyska. Tak kochana, zgadza się, tam koczuje twój syn! Przypomina ci przecież za każdym razem, kiedy się obróci lub wierzgnie kończynami. Wszystko wiem, a jednak wciąż mam wrażenie, że uczestniczę w historii rodem z science-fiction.

Brzuch mi rośnie, a wraz z nim apetyt na rozwój…

Mam teraz od cholery czasu, żeby się ze swoim błogostanem oswoić i dotąd starałam się czytać jak najwięcej na temat ciąży, co by być oświeconą i świadomą mamą. Łatwo jednak przekroczyć cienką granicę między zwykłym doinformowaniem a maniakalnym chłonięciem każdego artykułu czy komentarza na forum. Dlatego powiedziałam sobie: STOP! Ostatnia rzecz jakiej potrzebuję to fundowanie sobie paranoi na własne życzenie. Bo niestety do tego prowadzi szukanie odpowiedzi w wirtualnej przestrzeni. Teraz jak mam wątpliwości pytam pani doktor, w końcu studia i praktyka lekarska zobowiązują, a ja nie powinnam odbierać jej chleba 😉

Co więcej, postanowiłam dany mi czas spożytkować konstruktywnie. W końcu, straszą zewsząd, jak dziecko się urodzi mogę zapomnieć o śnie, wolnym czasie, o swoim życiu w ogóle. Korzystaj, podpowiadają życzliwi i doświadczeni, śpij ile się da, czytaj książki, oglądaj filmy, bo potem zmieni się twoje życie i priorytety.  Mam zatem ambitny plan – postawię na rozwój, bo kto powiedział, że ciężarna ma radośnie oczekiwać potomka, dziergając czapeczki, czytając poradniki i robiąc te wszystkie inne mamusiowate pierdółki?

Oto mój plan na najbliższe miesiące:

  • Podreperowanie znajomości języka angielskiego – były takie czasy, że posługiwałam się tym językiem swobodnie. Kiedy skończyłam edukację, a życie nie przyniosło mi językowych wyzwań moja umiejętność z umiarkowanej przeszła na poziom mierny. Lepiej oczywiście u mnie z rozumieniem, gorzej z samodzielnym komunikowaniem się. Dlatego stwierdziłam, że to idealny czas, żeby nadrobić zaległości!

 

  • Kurs fotografowania – fotografia zawsze gdzieś tam pobocznie mnie interesowała. W liceum miałam nawet przez rok zajęcia, ale nie wyniosłam z nich żadnej konkretnej wiedzy. Zależy mi przede wszystkim na technice, bo myślę, że z kadrowaniem, kompozycją nie będę miała większych problemów 😉
  • Kurs photoshop’a – jak nauka fotografowania, to i obróbka zdjęć. Bardzo mi zależy na profesjonalizacji bloga – nad słowem pisanym pracuję już od jakiegoś czasu i oczywiście nadal zamierzam szkolić warsztat, ale uważam, że warstwa wizualna jest równie ważna, sprawia, że ładnie opakowana treść ma szansę trafić do większej ilości odbiorców

Oczywiście ten plan ma szansę powodzenia, o ile dotrwam do wyznaczonego terminu. Założyłam jednak, że wyrobimy z Małym 100% normy, więc na pewno się uda 😉 Trzymajcie kciuki!

Może Ci się również spodoba